Zaloguj
Nillay

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 20223$
Podziękowania: 5785
Posty: 3556
ocenił na: 0
Ale ohydnie wygląda jak śpi, nie?

LOOOL XDDDD

Cade rzucił Ethanowi kluczyki i zaczął całować się z Alicją.

WTF? :eee:
Czy właście nie uciekają przed policją? :eee:

- Chodźmy w bezpieczniejsze miejsce - wskazał laską McDonald's.

W Makdonaldzie jest zatrute jedzenie..
Jak tam może być bezpiecznie? -.-

Wgl. to rozwalały mnie te żarty Hayley. XD "Ładna w ogóle?" OMG XDDDDDDDD
Albo to: "Widziałeś to!?" XDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Więc, ogólnie to podejrzewałem, że ta dwójka coś kombinuje, ale nie sądziłem, że są aż w tak ścisłym stosunku z Bloody i Panem Mroczkiem. xd
Ale posieszył mnie z kolei fakt, że chcę się ich pozbuyć, bo ich postacie wydają mi się zajebiste, pomimo tej "intrygi".. ^^
Fajnie bybyło, gdyby Luke zaczął paczać dzięki jakiemuśczemuś. xd
No i mam nadzieję, że nie zniszczą Cade'a i Aliszji.. :/

Nilaj czeka na dalszy rozwój ekszyn.
_____
www.facebook.com/MojaDubWalka
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBI
Sygnatura•••
Podziękowania dla autora posta:
Duplo65
Nie ma w serwisieBaartekKopiuj nick
Baartek

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 2$
Podziękowania: 1316
Posty: 8084
ocenił na: 0
NO DOBRA.
Dobry rozdział, najlepsze były żarty Hayley. (XD)
Do tego ten pocałunek Cade'a i Alicji. Niby fajny, ale co tak NAGLE? I TO W TAKIM MOMENCIE? (XD)
_____
Obraz
Sygnatura•••
Nie ma w serwisieMishaKopiuj nick
0,2%
Misha

Płeć:
Dołączyła:
Punkty: 4$
Podziękowania: 0
Posty: 2
ocenił na: 0
OMG! ta piosenka to The White Stripes!! Love. <3
ta tam daleko wcześniej cytowana "i saw you standing in the corner"
Duplo65

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 529$
Podziękowania: 1922
Posty: 3834
Ostrzeżenia: 2/7
ocenił na: 0
Rozdział 14

'Baker Street, rezydencja Hooverów. Zauważysz. Mam kilka wolnych pokoi
xo xo
Cade odczytał wiadomość.
Ciężko westchnął. Teraz w końcu musi im o tym powiedzieć.
- Kim jest Hayley? - spytała nagle Alicja.
Cade pokręcił głową, zmieszany.
- Ee.. to dziewczyna...
- Domyśliłam się.
- Pamiętasz to? - wskazał jej małą mapkę, którą sam narysował kilka tygodni wcześniej.
- A co to ma wspólnego z Hayley?
- Widzisz? Beverly Hills - wskazał mały punkt na mapie - Hayley mieszka w Beverly Hills. Pozwoliła nam przenocować w...
- Skąd ty ją w ogóle znasz? - spytała. Przypomniał sobie wieczór w kinie.
'Właściwie co ona robiła w Los Angeles?'
- Kino. Spotkałem ją w kinie.
- Pewnie ładna, co? Nie możesz się doczekać aż znowu ją zobaczysz, hm?
'Hm'
- Alice... - chciał ją pocałować, ale odtrąciła go - Słuchaj. Pamiętasz, jak wylądowałaś w szpitalu? Przez to - wskazał kieszeń jej kurtki.
Zaklęła. Nie sądziła, że ktoś widział, jak zabierała ze sobą medalion.
- Musimy się dowiedzieć, co to jest. Tak samo jak różdżka Ethana, któa po prostu pojawiła się w jego kieszeni. Nie chcesz wiedzieć, co to oznacza? Bo ja nie chcę, by znowu ci się coś stało.
Pocałowali się.
- Więc... - zaczęła Samantha - Beverly Hills, hę?
Spojrzała na Ethana - Co ty tak cicho, E.T?
- Nie mam humoru - odparł i skupił całą uwagę na drodze i kierownicy.
- Oho, zaraz znowu zamienisz się w wściekłego Edwarda?
- Nie jesteś śmieszna.
- Wiem. Jestem urocza - uśmiechnęła się.
- Ethan, znasz trasę do Beverly Hills? - spytał Cade.
- Żaden problem. Ale to potrwa.
Cade skinął głową.
- Może posłuchamy muzy? - Samantha włączyła radio. Grał akurat jeden z jej ulubionych zespołów rockowych.
- A może głośniej? - spytała Jamie.
- No no, proszę. Cicha woda brzegi rwie - Samantha się zdziwiła - Kto by pomyślał.
Pozostali niechętnie skinęli głowami.

***

Samochód zatrzymał się.
- Viva la Beverly Hills! - krzyknął Ethan, uradowany, że wreszcie dotarli na miejsce.
Wysiedli.
- Łał... - powiedział Cade. Willa była tak duża, że można by w niej z powodzeniem prowadzić szkołę z internatem.
Teraz, gdy jedynym źródłem światła był księżyc, wyglądała bardzo mrocznie i upiornie.
Przed willą rozpościerał się ogromny ogród. Wyglądało to jak tęcza kwiatów i znajdowały się tam takie kolory, o jakich Cade nie miał w ogóle pojęcia.
Skoro nocą wyglądało to tak imponująco, nie mógł wyobrazić sobie, jak kolorowo musiało być tu za dnia, gdy rośliny były oświetlone przez światło słoneczne.
Poza kwiatami znajdowały się tam również różne strzyżone krzaki. Wa samym centrum znajdowała się piękna fontanna.
Były tam również dwie twarze wycięte w ogromnych żywopłotach. Ktoś, kto to wycinał, naprawdę wiedział, co robi.
Pierwszy przedstawiał dziewczęcą twarz. Cade przez ciemność nie widział dokładnie, lecz zauważył mały nos i pełne usta Hayley.
Drugi przedstawiał krótko przystryżonego chłopaka, który wyglądał niemal zupełnie jak ona. Cade zauważył, że Alicja przygląda się tej twarzy.
Dalej był basen. Ogromny, owalny basen. Mu z kolej z fascynacją przyglądał się Ethan.
Cade popatrzył na sam budynek. Wyglądał staro, ale też pięknie i tajemniczo. Był zbudowany z ogromną precyzją i wspaniałym pomysłem. Naprawdę wyglądał, jakby kiedyś był szkołą.
Patrzyli na willę z zachwytem.
- No, tu da się pożyć - skwitowała Samantha.
- Taa... - powiedział Cade, który wciąż nie mógł wyjść z podziwu - Chodźcie - wskazał ogromne drzwi.
Ruszyli w ich stronę.
Cade wprawił w ruch kołatkę.
Cisza.
W takim wielkim domu trochę minie, zanim ktoś nam otworzy, pomyślał.
Po odczekaniu kilku minut znowu zapukał.
Ktoś otworzył.
- Nie, nie kąpię mojego psa w kozim mleku... - powiedział dziewczęcy głos i ziewnął. Po chwili dojrzała Cade'a - oo, witaam w moich skromnych progach.
Wyglądała jakby nagle ją zerwano ze snu. Miała na sobie tylko dresowe szorty i zaniedbaną, białą bluzkę.
- Witam, Cade. Przedstawisz mnie?
- A, jasne - ocknął się - Hayley, to jest Alicja. Alicja, to jest Hayley.
Uścisnęły sobie dłoń w uścisku, który zdradzał wszystko bez słów.
'Więc to jest Alicja' zanotowała w myślach.
Obie popatrzyły na siebie. Alicja wyglądała jakby chciała ją pożreć na surowo. Hayley z kolei jak na dziecko, które zauważyło cukierka.
- To jest Ethan.
Również uścisnęli dłonie.
- Jamie.
Jamie skinęła głową.
- I Samantha.
Ona wyjątkowo mocno ścisnęła dłoń Hayley.
- No to witam w rezydencji Hooverów - oznajmiła, ręką wykonując gest konferansjera.
- Niezłe miejsce - stwierdził Cade z uznaniem.
- Niezłe włosy - powiedziała Samantha.
- Dzięki - pogłaskała swoją 'tęczę' - Wasze pokoje będą na drugim piętrze. Są dość duże, więc możecie wejść po dwie osoby - wskazała kciukiem za siebie - Ja idę się przebrać.
Poszła w stronę swojego pokoju.
Cade patrzył na nią, dopóki nie zniknęła za rogiem.
- Haloo - Alicja pstryknęła mu palcami przed oczami.
- Aa racja. Chodźmy zobaczyć pokoje.

***

Hayley przebrała się w świeże ciuchy. Teraz miała na sobie ulubioną koszulkę i dżinsy.
Ziewnęła i ruszyła w stronę kuchni.
Sięgnęła do lodówki i wyciągnęła dzbanek pełen lemoniady. Napełniła nią pięć szklanek.
- Aa! - wystraszyła się na widok nowej postaci w kuchni.
- Bloody, nie nawiedzaj mnie w nocy - westchnęła ciężko - Lemoniady?
- O tak, z przyjemnością - napiła się ze szklanki - orzeźwiająca.
- Wiem - Hayley też spróbowała i spojrzała na nią z poilytowaniem - Co ty, spania nie masz?
- Przyszłam tu by ci coś przekazać. Coś ważnego. A przy okazji może wywołać spazmy bólu.
- Oh gasz, Bloody - dolała sobie lemoniady - Są tutaj. Piątka. Jednym była sama to spoko, chętnie, znasz mój entuzjazm, ale jak oni są to za dużo ryzykujesz.
- Eh - odgarnęła blond włosy - Szkoda - zamruczała.
- No.. - Hayley udała rozczarowanie. - Chyba pozostają ci tylko krwawe sny ze mną w roli głównej. Śpij dobrze.
- Jutro zaczynamy - powiedziała niespodziewanie Bloody - Jutro schodzę do piwnicy.
Serce Hayley zaczęło szybciej bić.
A to suka.
Jeśli to zrobią, wszystko pójdzie nie tak jak trzeba.
Wydęła usta.
Bloody zaczęła przymykać oczy.
- Jakoś tak spać mi się zachciało... - ziewnęła - narka, Hayley - padła na podłogę.
- Hayluś? Co się dzieje?
Ostatnie co widziała to pudełko po tabletkach nasennych w jej dłoni.
- Przykro mi, Bloody - zacmokała - Nie mogę na to pozwolić.

***

Hayley zapukała do jednego z pokoi.
Cade sięgnął po klamkę i otworzył drzwi.
- No hej - przywitał ją.
- Przyniosłam wam lemoniadę po sąsiedzku - rozejrzała się po pokoju - Witam, Alicjo.
Tamta, przebrana już w piżamę, odpowiedziała.
- Pogadamy o wszystkim rano - przepraszająco się uśmiechnęła - Nie przeskadzam. - zamknęła drzwi.
Alicja uśmiechnęła się.
- Jest miła.
- Tak... Ale teraz nikt nam nie przeszkodzi.
Zaczął ją całować.
Hayley otworzyła drzwi.
- Zapomniałam o lemoniadzie - odstawiła ją na stolik - Przepraszam - zrobiła minę smutnego kotka i wyszła.
'No co jak co, ale ze mnie to by niezła aktorka była' - uśmiechnęła się złośliwie.

***

Dom był ogromny. I staroświecki.
Ethan specjalnie wstał wcześnie, by zwiedzić wszystkie jego zakamarki.
Szedł długim korytarzem. Na ścianie znajdowały się przeróżne obrazy.
Widział różne krajobrazy i ludzi. Patrzył na to wszystko z fascynacją.
Szedł dostojnym dywanem w czerwony wzór.
Prawdopodobnie wszyscy jeszcze spali. On nie marnował czasu. Pewnie za kilka dni znowu będą uciekać i opuszczą to wspaniałe miejsce.
Ethanowi robiło się słabo na samą myśl.
Opuścić raj z basenem, świetnym ogrodem i czterema łazienkami?
Nigdy w życiu.
Poszedł w stronę ogródka.
- Ethan?
Usłyszał znajomy głos.
- Jamie? Co ty tu robisz?
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Zwiedzam. Nie często ma się okazję być w takim miejscu.
- No nie? - przytaknął.
Cisza.
Jamie kręciła na palcu włosy.
- Właśnie szłam do ogrodu. Chcesz iść ze mną?
- Jasne.
Poszli w stronę ogrodu.
Cisza.
- Te kwiaty serio są niesamowite - przyznała.
Wszystko wyglądało o wiele bardziej imponująco niż w nocy. Hooverowie pewnie lubią kwiaty, pomyślała.
Ethan już jej nie słuchał. Zbliżył się do kolorowej alejki.
- Co robisz? - spytała.
- Zbieram kwiaty dla Samanathy.
- Aha - skrzywiła się tak, by tego nie widział.
- Po co to robisz? - nagle spytała.
Przerwał i podejrzliwie na nią spojrzał.
- Co robię?
- No wiesz - wzruszyła ramionami - Zbierasz kwiaty, wygłosisz jakiś banalny tekst z Bravo a i tak wylądujesz w tej fontannie.
- W sumie racja.
Cisza.
- Widziałaś to? - wskazał 'krzakowe twarze'.
- Ta - zacmokała - krzaczysta wersja jest lepsza od oryginału.
Zaśmiał się.
- Hej - Po tych wszystkich głupich jazdach, dziwnych medalionach i willach... Poszłabyś ze mną na lody?
- Wolałabym na pizzę.
- No to na pizzę.
- Z podwójnym serem,
- Ostrym sosem.
- Stoi.
Uścisnęli sobie dłonie, pieczętując układ.
- A na tę chwilę - zaczął - Może wplotę ci ten kwiatek we włosy?
- Rzygam.
- Okej, to nie.
Cisza.
- Chodźmy już może - zaproponował.
- Dobry pomysł.

***

Siedzieli w kuchni.
Cade przecierał zmęczone oczy.
Samantha ziewnęła.
Po chwili pojawiła się Hayley.
- Heja! - powitała ich - Nie przeszkodzi wam odrobina muzyki?
- Nie, spoko - zaprzeczyli.
Z dużych głośników było słychać dźwięki perkusji i gitary oraz mocny głos wokalisty.
- No to się nazywa muzyka, dziewczyno! - pokiwała z uznaniem głową Samantha.
- Lubisz ich?
- Tak, ale ostatnio perkusista...
- Hej - przerwał im Cade - Może wrócimy do tematu?
- A, jasne - zaczęła Hayley - Więc zanim zaczniemy, mam dla was bardzo ważne pytanie - wyciągnęła małe pudełko. - Żelka?
***
- To był bardzo miły wieczór, pani Deskboard.
Pokiwała głową.
- Racja, Johnie. Będziemy musieli to powtórzyć.
Stuknęli sobie na pożegnanie ostanti raz szklaneczkami z szampanem i wypili.
- Iście wyborne - westchnęła Dolores.
- Znakomite - potwierdził John Strafword.
- Robi się późno - westchnęła - muszę wracać.
Wstał i podał jej płaszcz.
- Dziękuję. Jest z pana prawdziwy dżentelmen.
- Wszystko dla damy.
- Żegnaj - powiedziała ostatni raz.
Zamknięte drzwi.
Dźwięk stukania po schodach.
Wreszcie ta stara baba sobie poszła.
Kto by pomyślał. Sztuczne wąsy, trochę makijażu i już wyglądał jak o kilkanaście lat starszy.
Miał teraz poważniejszy problem.
Ta Hayley nie jest głupia.
Załatwiła Bloody tak łatwo.
Może te dzieciaki naprawdę na coś mu się przydadzą.
Przynajmniej na jakiś czas muszą pozostać przy życiu.
Dopił szampana i uśmiechnął się groźnie.
Na jakiś czas...

Zamknięte na prośbę autora.
@Baartek


Otwieram na prośbę autora.
@Nillay
Duplo65

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 529$
Podziękowania: 1922
Posty: 3834
Ostrzeżenia: 2/7
ocenił na: 0
Rozdział 15

- Świetnie - powiedziała Samantha, patrząc na przyniesioną przez Cade'a gazetę.
Byli na niej wszyscy - Cade, Alicja, Samantha, Jamie i Ethan. Jako zdjęcie wykorzystali plakat drugiego sezonu ich serialu. Nagłówek nosił tytuł 'Gwiazdy przestępcy żyją wśród nas'.
'Podczas pobytu w hotelu Prim, rozkapryszone gwiazdy telewizji CW postanowiły zrobić coś dla zabawy - mianowicie wywołali pożar, który zniszczył prawie cały sławny ogród na tyłach budynku. Potem uciekli, niestety policji nie udało się namierzyć gwiazd przestępców. Znajdują się w Los Angeles albo okolicach. Rozpoczęło się śledztwo.'
- Świetnie - przytaknął Cade - jesteśmy gwiazdami przestępcami.
- Jesteście aktorami? - spytała Hayley, żując czerwonego żelka - Łał. Goszczę rozkapryszonych potomków Paris Hilton pod dachem.
Nie było im do śmiechu.
- Może przejdźmy w końcu do tematu - podjęła - Pokażcie je.
Alicja byłą zmieszana. Po chwili wahania wyciągnęła z kieszeni medalion.
Hayley otworzyła szeroko oczy.
- Ło... - wzięła go do rąk i zaczęła obracać. Złoty, z błękitną poświatą medalion średniej wielkości. Biła od niego magiczna aura. I coś skrywał. Wskazywał na to symbol zamkniętego oka na samym środku tarczy. Patrzyła z fascynacją.
- Wy naprawdę... - nie mogła powiedzieć nic więcej - wy naprawdę je macie...
Ethan po chwili wyciągnął różdżkę. Hayley również jej się przyjrzała. Kształt zwykłego, ładnie wystruganego patyka. Błękitna poświata. Wyglądał naprawdę magicznie.
- Jesteście Władcami dwóch... nieźle.
Alicja zmarszczyła brwi.
- Władcami?
Hayley przytaknęła.
- Owszem. Teraz już zawsze będą wasze i nigdy ich nie zgubicie. Zawsze, jak zostaną zniszczone, naprawią się. Jak się zgubią, odnajdziecie je. Teraz są wasze. Jesteście Władcami.
- Czekaj - powiedział Cade - ty również jesteś Władcą, prawda?
- Tak - odpowiedziała - zaczekajcie chwilę.
Odeszła w stronę pokoju. Po chwili wróciła, trzymając w ręce tajemnicze zawiniątko.
- To jest pierścień - powiedziała, pokazując im go. Wyglądał jak obrączka. Był złoty, jednak od niego również biła błękitna poświata. Pojawiały się i znikały na nim zielone znaki.
- Jesteś Władcą Pierścieni - zażartował Ethan.
- Dobra - powiedział znowu Cade - Ale czym są te rzeczy, którymi jesteśmy Władcami?
- Nie wiem - wzruszyła ramionami Hayley - Nie wiem, czym to jest, skąd się wzięło, dlaczego. Wiem tylko, że jest ich więcej. I nie są zwyczajne. Dzięki nim jesteśmy silniejsi, nasze umiejętności polepszają się. Ale jest jeden ważny warunek, dlaczego nikt nigdy nie odnalazł wszystkich.
- Jaki? - spytała Alicja.
- Jedna osoba może być Władcą tylko jednego przedmiotu - zagryzła wargę - Jeśli ktoś odnajdzie ich więcej, w pewnym momencie wszystkie znikną i znowu rozsypią się po świecie. Dlatego nikt jeszcze nie odnalazł wszystkich. Ale jeśli jest nas grupa - usmiechnęła się złośliwie - Możemy to zrobić.
- Po co? - spytała Alicja.
- Nie fascynuje Cię to, Alicjo? Nie chcesz wiedzieć, ile ich jest i co potrafią? Nie chcesz dowiedzieć się, co potrafi twój medalion?
- Ostatni raz jak próbowałam, wylądowałam w szpitalu.
Hayley zmarszczyła brwi.
- Długa historia - powiedział Cade - I domyślam się, że już ktoś ich szuka.
- Bingo - odpowiedziała Hayley - Są dwie osoby. Nie spotkaliście jeszcze Mroczka lub Bloody?
- Mroczka? - Samantha popatrzyła na nią pytająco.
- No taka ksywka. W każdym razie, niech będzie M, też poszukuje przedmiotów. Bloody także. Ale jest ich tylko dwójka, nie są w stanie ich szukać. Ale my byśmy mogli.
- My? - Alicja pomachała rękami - Mam ci przypomnieć, że właśnie jesteśmy poszukiwani i rozmawiamy z tobą, choć nawet Cię nie znamy? Po co ci to? Wpadniemy w jeszcze gorsze kłopoty.
- Eh, Alicjo, nie czujesz tajemnicy.
- Nie wiem jak, ale wkrótce będziemy musieli to wyjaśnić i wrócić na plan. Nie możemy wiecznie być poszukiwani, a wolę coś wymyślić niż zostać zakutym w kajdany. A ty jeszcze proponujesz jakieś polowanie na dziwne przedmioty, o których nic nie wiemy i nie wiemy, gdzie są?
- Wiemy. Macie przecież mapki.
- Skąd ty...
- O błagam, Cadey, nie wyglądacie mi na takich głupków, którzy dalej tego nie odkryli, to banalne.
- A teraz chcę wam kogoś przedstawić - powiedziała Hayley i na chwilę wyszła. Po chwili weszła razem z pewnym chłopakiem.
Miał na sobie ciemne okulary przeciwsłoneczne, uśmiechał się krzywo. Jego włosy były bardzo krótko ścięte i z tego co widać było po rysach twarzy, wyglądał jak męska wersja Hayley. Sprawiał wrażenie nieobecnego.
- Luke? - Alicja zamarła.
- Znasz go? - spytał Cade.
- Ym.. spotkałam go na mieście i uratowałam. Jest niewidomy.
Skinął im głową.
- Ooj, Lucky, co taki nieśmiały? Przywitaj się ze swoją dziewczyną. Nie widzisz, jak robi do ciebie maślane oczy?
- Przestań - zaczerwienił się.
Hayley zaczęła się śmiać.
- Buahaha.
'Złowieszczy śmiech', pomyślał Cade.
- Widzicie to? — Hayley ściągnęła okulary Luke'a. Próbował ją powstrzymać, ale na próżno. Ujrzeli czarne, puste oczodoły. Czyli nie był niewidomy od urodzenia.
- Widzicie? WIDZICIE?! - POchodziła i pokazywała im nachalnie - TO JEST TO, do czego zdolni są oni.
- Inny Władca... - wzdrygnął się Cade.
- Wydłubał mojemu bratu oczy. Tak. Konkretnie ta suka, Bloody.
Patrzyli na to z obrzydzeniem i strachem. Zrozumieli.
- Czaicie? Już jesteście wszyscy w to wciągnięci. Nie ma ucieczki, albo skończycie jak mój brat.
- Dobra - westchnęła Hayley i zaczęła żuć kolejnego żelka - Od początku. W moim domu ukryty jest przedmiot. Konkretnie gdzieś pod ziemią, zejście jest w piwnicy. Czają się na to miejsce już dawno i dzisiaj Bloody zamierza tam zejść. Próbowałam ją powstrzymać, ale już uciekła. Więc bądźcie gotowi.
- Okej, czyli ściga nas policja stanowa i psychopatka? Świetnie, świetnie - powtórzyła Samantha.
- A nie lepiej będzie - zaczęła Jamie - jeśli sami ich tam wpuścimy? Niech zrobią, co mają do zrobienia i nas zostawią...
Hayley wybuchnęła śmiechem i poklepała Jamie po policzku.
- Oh, złotko, gdyby to było takie proste. Pamiętajmy, że to nie człowiek. To Bloody.
Nie potrzeba było więcej słów.
- Jeśli im pozwolimy tam wejść - później i tak będą nas ścigać. Jeśli zrobimy to pierwsi, weźmiemy im przedmiot sprzed nosa - też będą nas ścigać. Więc już dla mnie lepsza jest druga opcja. - ciągnęła Hayley - Poza tym przypominam, że i tak już macie ostro przesrane, bo jesteście w to wciągnięci. Więc proponuję współpracę.
- Daj się nam zastanowić - powiedział spokojnie Cade.
- Oj Cadey Cadey - ugryzła czerwonego Red Vine'a - A nad czym się tu zastanawiać?
Miała rację. Nie mieli wyboru. Ale i tak lepiej będzie, jeśli będą mieli chwilę czasu dla siebie, by to przeduskotować i odpocząć.
- Daj nam trochę czasu.
- Oh, oczywiście. Macie jeszcze kilka godzin.
***

Jamie miała dość. Poczuła się jak w wymyślonej przez psychicznego nastolatka powieści fantasy.
Odetchnęła ciężko i z zamyśleniem spojrzała na ściany pokoju. Prosty błękitny kolor. Prosty, niezbyt skomplikowany.
Gdyby to wszystko też było takie proste.
Odgarnęła grzywkę i podrapała się po głowie. Spojrzała w stronę okna. Świat był biały. Widziała białe kwiaty, białą trawę, w oddali białe samochody.
Spadł śnieg.
Uśmiechnęła się. Lubiła zimę i chłód. Czuła się wtedy naprawdę szczęśliwie, gdy spacerowała po białym puchu i czuła dotyk śniegu na skórze.
Owinęła wokół szyi wełniany szalik. Założyła ciepłą czapkę i skórzaną kurtkę.
Miała dość tych cholernych przedmiotów i innych cholernych rzeczy. Teraz chciała poczuć cholerny śnieg i zapomnieć o wszystkim.
Otworzyła drzwi.
Poczuła chłód na policzkach. Uśmiechnęła się. Przyjemne uczucie.
Spojrzała dookoła siebie. Ogród pełen był białego puchu. Płatki śniegu powoli zakrywały ich wyjątkowe kolory. Dla Jamie z jakiegoś powodu był to przyjemny widok. Uwielbiała relaksować się podczas śnieżnych spacerów.
Odetchnęła głęboko.
Poczuła chłodny wiatr.
Zobaczyła kogoś w oddali.
Kobieca sylwetka. Zbliżała się.
Z jakiegoś powodu Jamie czuła, że to zły znak.
Sylwetka trzymała coś w ręce. Po chwili coś wystrzeliło.
Jamie zamarła. Nad jej głową właśnie przeleciała strzała.
Kolejna.
Krzyknęła.
***
Ethan siedział jeszcze w kuchni i popijał pyszną lemoniadę. Nikogo już tu nie było. Cade, Alicja i Samantha poszli do pokoi, a Hayley i Luke gdzieś zniknęli. Nie wiedział też, gdzie jest Jamie.
Napił się żółtego płynu.
Przyswajał w myślach to, co powiedziała im Hayley. Czyli ta różdżka była prawdziwa - i co gorsza, nie umiał nad nią panować.
Samantha opowiedziała mu w samochodzie, co się stało. Jak nie był sobą. Był bestią, spowodował pożar. To on zrobił, nie oni.
Sięgnął do kieszeni i popatrzył na różdżkę.
Teraz jest już z nią związany. Mimo, że tego nie chciał - nie miał wyboru.
Bał się tego momentu, gdy to stanie się znowu. Nie będzie świadomy, co się dzieje, będzie krzywdził przyjaciół, nie będzie sobą. Wiedział, że to nieuniknione. Ale możliwe, że kiedyś mi się uda wykorzystać ją słusznie - pomyślał.
Różdżka. Był teraz jak Harry Potter.
Ale to nie była różdżka na zaklęcia. To była różdżka na emocje. Gdy był wściekły, tworzył straszne rzeczy. Ale wtedy nie był wściekły. Coś było wściekłe. W jego ciele.
Podrapał się po brodzie i dolał sobie lemoniady.
Czy to możliwe...?
Możliwe, że ktoś go opętał?
Możliwe, że te przedmioty to nośniki demonów?
Alicja, gdy miała na sobie medalion, nie żyła.
On, Ethan, gdy użył różdżki, nie był sobą.
A jeśli znajdą ich więcej? Opętają Samanthę, Cade'a, Jamie...
Jamie.
Zamarł.
Słyszał jej krzyk.
Zerwał się.
***
- No, no - cmoknęła Bloody - Hayley spełniła swoje zadanie. Naprawdę tu jesteście - powiedziała, patrząc w oczy Jamie. W czarne morze czystej nienawiści. Jamie bała się, ale też wiedziała, że jej nienawidzi.
- Co ci tak źle z oczu patrzy, hm? - przejechała jej nożem po skroni - Wolałabym się trochę pobawić, a nie od razu cię zabijać...
- Jamie! - krzyknął Ethan, biegnąc w jej stronę. Trzymał w ręce różdżkę.
- Co... Niemożliwe... - wyszeptała Bloody, widząc ją.
Nie zdążyła powiedzieć nic więcej. Poczuła ból.
Ethan był zmieszany. Czy właśnie użył jakiegoś zaklęcia?
Jednak Bloody nie dała się zaskoczyć drugi raz. Zrobiła unik i napięła łuk.
- Aa - syknął Ethan, czując w ramieniu strzałę. Szybko biegł, unikając kolejnej serii. Po chwili jednak poczuł kolejny bełt w dłoni.
- Ethan! - krzyknęła Jamie, biegnąc w jego stronę. Szybko wyciągnęła przesiątknięte krwią strzały.
Ethan z trudem zamachnął się. Z różdżki wystrzelił czarny pocisk.
Trafił Bloody w pierś.
- Ty suki... - nie dokończyła. Poleciała w górę.
- Jak ty to zrobiłeś? - Jamie patrzyła na niego z podziwem.
- Szczerze... - Nie wiem - uśmiechnął się z trudem, pocierając zranione ramię.
Po chwili z domu wybiegły kolejne dwie osoby.
- Hayley! Cade! - krzyknął Ethan.
Bloody już wstała. Wycelowała kolejne strzały.
- Uważaj! - krzyknął Cade, zasłaniając Hayley.
- Pff, ale bohaterski czyn. Lepiej patrz.
Strzała znajdowała się już tuż przed jej twarzą. Aż nagle zatrzymała się w powietrzu. Hayley zamachnęła się dłonią. Pierścień pokrył się zielonymi znakami. Strzała poleciała w stronę źródła wystrzału.
- Jak ty... - Cade nie mógł wyjść z podziwu tego, co właśnie zobaczył. Pierśćień miał moc telekinezy.
Bloody wyciągnęła z ramienia strzałę. Zawyła z bólu. 'Głupie bachory'
Jej łuk zaczął świecić błękitnym blaskiem. Po chwili wystrzeliła kolejne strzały, jednak...
- Płomienie?! - krzyknęła Jamie.
W ich stronę zaczęły lecieć ogniste strzały.
Hayley skupiła się i zagryzła z nerwów wargę. Zacisnęła pięść. Pierścień stał się cały niebieski.
Zacisnęła zęby. Uda się.
Strzały wróciły w stronę Bloody. Oprócz jednej.
- Aa! - syknął Cade, wyciągając strzałę z ramienia.
- Wybacz. Nie wychodzi mi to jeszcze perfekcyjnie. - przeprosiła Hayley.
Ethan wstał. Wyprostował rękę w stronę kobiety. Po chwili z różdżki zaczęły wystrzeliwać kolorowe pociski.
Ukłucie. Ból. Oberwała w pierś i twarz.
- Dosyć tego, g**niarze - odgarnęła śnieg z łuku i wystrzeliła kolejną serię. Strzały świeciły niebiańskim blaskiem.
Hayley otworzyła szeroko oczy. Nie mogła. Nie mogła nad nimi zapanować.
Strzała leciała. Była już blisko jej serca.
Przełknęła ślinę i starała się zrobić unik.
Jednak ona wciąż za nią leciała.
Ethan zamachnął się. Strzała zmieniła się w miliony małych kryształków.
Po chwili zemdlał.
- Nie! - Jamie krzyknęła - ETHAN!
Żył. Ale był nieprzytomny. Znowu.
- Zabiorę go do domu - krzyknęła do Cade'a i Hayley - Osłaniajcie mnie!
Hayley skinęła głową i ponownie zamachnęła się ręką. Tym razem uniosła śnieg i wymierzyła go w głowę Bloody.
- Pomogę Ci - powiedziała Samantha do Jamie. Słuchając muzyki kompletnie nie usłyszała dźwięków z zewnątrz.
- Nie tak prędko, dziewczynki! - krzyknęła Bloody i wystrzeliła ogniste strzały.
Za sprawą Hayley wróciły do Bloody. Jednak ta zrobiła unik.
Hayley zacisnęła powieki.
- Nie mam już siły - powiedziała do Cade'a - Zaraz zemdleję jak Ethan. Nie mogę.
- Ooo, już koniec? - powiedziała Bloody, widząc uciekających Cade'a i Hayley - Nie no! Zero zabawy z tą młodzieżą!
Pobiegła w ich stronę. Wystrzeliła jedną ze specjalnych strzał w stronę Samanty.
Zamarła. Nie mogła się ruszyć. Po chwili podbiegła do niej Bloody.
- Pozwolicie, że wezmę sobie pamiątkę? - wyszczerzyła się w stronę Samanathy, wyobrażając sobie liczne sesje tortur. Przejechała jej nożem po szyi.
- No, no. Żaden śmiałek nie ruszy na ratunek?
Hayley zacisnęła zęby. Skupiła się. Ale nie mogła. Nie mogła nic zrobić.
- Cade...
Zemdlała. Cade objął ją i odciągnął z pola walki.
Przymykała powieki. Pierścień pulsował zielenią.
Ostatnie co widziała to zamazany, ciemny kształt.
Człowiek. W kapturze.






Rozdział 16

Zaklęła.
'Po jaką cholerę on się tu zjawił?'
Zaklęła ponownie.
Samantha siedziała na ziemi obok. Z zaklejonymi ustami. Bloody cały czas trzymała w dłoni nóż, na wypadek, gdyby chciała czegoś spróbować.
Bloody pociągnęła cięciwę i kolejna seria strzał wystrzeliła. Tym razem jednak w ciemny kształt.
Wszystkie chybiły. Teraz, w lekkim półmroku, który dawała nagle rozpętana burza, prawie nie było go widać.
Zaklęła znowu.
Nie.
Tym razem nie.
Wystrzeliła ogniste pociski.
Nasłuchiwała.
Nie widziała go.
Nie słyszała go.
Rozejrzała się. Dzieciaki uciekły. Oczywiście.
Wiedziała, że to już koniec. Nie udało jej się.
Jedyne, co mogła zrobić, to pobawić się z tą zadziorną, póki może.
Wiedziała, że jeśli coś jej zrobi, on się zbliży.
Sięgnęła po nóż.
- No więc słuchaj - pomachała jej przed oczami ostrzem - Żadnych numerów, rozumiesz? Musimy zawrzeć układ.
Samantha spojrzała na nią wzrokiem pełnym ironii. Każdy, kto znał jej charakter, nie zdiwiłby się.
' Mogę tą g**niarę w każdej chwili zabić, a ona ... '
Spoliczkowała ją.
- To nie jest film, ptaszynko. Już po ptakach - zaśmiała się z własnego żartu.
Samantha popatrzyła na nią z zażenowaniem. Ze spojrzenia można było czytać jak z tablicy.
' Tylko na tyle Cię stać? '
Bloody miała dość zabaw z tą arogancką dziewuchą. Złapała rękojeść jej ulubionego noża (a w ubraniu miała schowane jeszcze kilkanaście), wymierzyła w jej gardło. Mimo, że Samantha do końca starała się zachowywać, jakby wszystko było jej obojętne, przeraziła się.
Na twarzy Bloody zagościł ogromny uśmiech. Radość wręcz tańczyła na jej twarzy. Nie chciała zabijać jej szybko. Chciała się tym rozkoszować.
Słyszeć krzyk.
Poczuć smak krwi.
Po jej ciele przeszedł dreszcz zadowolenia.
Odgarnęła nożem kosmyk blond włosów i przycisnęła ostrze do szyi dziewczyny.
Przejechała nim po całej szyi, jakby rysowała różne figury geometryczne lub pisała znaną tylko jej wiadomość.
Zahaczyła o jej wargę.
Teraz był ten moment.
Gdy wbije jej nóż w skórę i zobaczy krew.
Przedsmak całego przedstawienia.
Ale on wybrał ten moment.
Ten moment, gdy Bloody poczuła rozkosz płynącą z zamiaru...
Nóż wyleciał jej z rąk. Poleciał w krzaki.
Usłyszała szelest.
Dźwięk łamanego patyka.
Bloody poczuła ucisk. Nie widziała jego twarzy. Ale czuła jego silny dotyk, który zgniatał jej nadgarstek.
Cicho jęknęła. Wyrwała się. Ale to i tak koniec.
Nie miała z nim szans.
Patrzyła w krzaki. Stał za nią.
- Spróbuj się obrócić, a poczujesz cały ból, jaki marzysz zadać tej dziewczynie.
Zrobiła to. Obróciła się.
Wszystko działo się w zniewalająco szybkim tempie. Nie zdążyła obrócić głowy do końca. Już leżała na ziemi. Podpierał jej stopy swoimi. Stał i trzymał w jej stronę wyciągnięty nóż.
- To koniec, Scarlet.
Jej żrenice rozszerzyły się. Skąd on...
- Zdążymy się jeszcze policzyć - przybliżył nóż do jej piersi - Ale nie dzisiaj. Gdy się obrócę, uciekniesz stąd i zapomnimy o tym. Daję ci szansę, Scarlet.

Samantha w tym czasie nie próżnowała. Udało jej się uwolnić ręce i po chwili również usta. Ale nie mogła tego okazać, dopóki ta psychopatka jeszcze tu jest.
Znowu się wyrwała. Ale nie uciekała, jak jej kazał. Wymierzyła ostrze w jego pierś z wyrazem czystego szaleństwa na twarzy. Nie myślała już trzeźwo. Teraz popadła w szał, i jedyne co chciała, to zabić wszystkich na świecie.
Samantha wykorzystała jej pomyłkę.
Wyciągnęła nogę. Bloody runęła na mokrą ziemię.
Samantha kopnęła ją, potem wstała i ruchem niczym wojownik ninja potraktowała jej głowę łukiem, który wcześniej upuściła.
Po tym, jak Bloody odczuła ten ból, widać było, że nie jest zrobiony ze zwykłego plastiku lub drewna.
Leżała nieprzytomna z nożem w ręku. Samantha wzięła go. Chwilę coś nim robiła po czym odłożyła. Użyła łuku, po czym złożyła go na jej piersiach.
Rozejrzała się. Zakapturzona sylwetka schyliła się po coś na ziemi. A gdy Samantha mrugnęła, już jej nie było.

***
Hayley nadal leżała nieprzytomna. Cade ułożył ją na kanapie i patrzył na nią.
Oddychała.
Przemył spoconą twarz i spojrzał na odbicie w lustrze.
'Co to właściwie było?'
Wariatka z łukiem, Hayley miała nagle super-moce, Ethan rzucał jakieś czary.
Zgubił się w tym wszystkim. Jedna wielka mieszanka wariactwa.
Wytarł twarz ręcznikiem i poszedł do pokoju, gdzie zostawił Hayley.
Była tam również Alicja. Patrzyła dookoła z niepokojem, nie rozumiejąc wszystkiego podobnie jak Cade.
Jamie i Ethan byli w pokoju obok. Niedawno dołączyła do nich również Samantha.
Cade poszedł tam.
- Co z nim? - spytał Jamie i Samanthę, widząc ich zmartwione twarze.
- Oddycha, ale... To jest dziwne. Jakby był w jakimś transie - odpowiedziała Jamie, a Samantha tylko skinęła głową.
To było dziwne. Widzieć Samanthę, która nie rzucała wrednymi uwagami z ironicznym uśmieszkiem. To była Samantha, która się... martwi.
Z zamyśleń wyrwał Cade'a odgłos błyskawicy. Poszedł powoli w stronę okna.
Zegar wskazywał dopiero dwunastą, mimo to na zewnątrz trwała burza. Niebo mieszało różne barwy w gęste chmury, które skojarzyły się Cade'owi z watą cukrową. Mętną, gęstą watą cukrową.
Westchnął, a po chwili znowu usłyszał odgłos piorunu.
Alicja stałą obok niego. Objęła go jedną ręką.
- Wszystko będzie dobrze, Cade - powiedziała, widząc jego zaniepokojoną minę i błądzące szare oczy.
- Ja... ja nie wiem, Alicjo. Mam dziwne przeczucie.
Już sam fakt, że odezwał się do niej 'Alicjo' to potwierdzał.
Spojrzeli sobie w oczy. Przenikliwe, zielone oczy Alicji zawsze kojarzyły mu się z łąką. Z niewielkim miejscem pełnym trawy i kwiatów, nawet małych owadów. Podczas ich pierwszych wspólnych wakacji, które spędzili rok temu, Cade zabrał Alicję na taką łąkę. Podziwiali kwiaty i nieśmiało uśmiechali się do siebie nawzajem. Wtedy to raz pierwszy przyjrzał się jej oczom i od tamtej pory kojarzył je z tamtym miejscem.
Jednak nie dzisiaj. Dzisiaj, wpatrując się w jej oczy, widział pulsujące, zielone światło. To, które towarzyszyło Hayley podczas posługiwania się pierścieniem. Mgliste, zielone światło, które wyglądało trochę jak zielona galaretka. Cade nienawidził zielonej galaretki.
Ten obraz wzdrygnął go.
- Co się stało? - spytała czule Alicja.
Nie odpowiedział. Po prostu dalej wpatrywał się w niebo.
Po chwili usłyszał odgłos drzwi. Przez dłuższą chwilę nic się nie wydarzyło, aż ujrzał w progu zdezorientowaną twarz Luke'a.
- Co się stało? Gdzie jest Hayley? - Spytał. Nie widział całej sytuacji, ale wiedział że dzieje się coś złego. Zwłaszcza jeśli chodziło o jego siostrę.
Cade bez słowa złapał go za rękaw i zaczął powoli prowadzić do pokoju, gdzie zostawił Hayley. Alicja wpatrywała się w odchodzącą sylwetkę chłopaka zmartwiona.
Cade poprowadził dłoń Luke'a do czoła dziewczyny. Poczuł jej ciepłą skórę. Obruszył się.
- Co się stało? - powtórzył po raz kolejny, tym razem stanowczej i z mieszanką troski oraz gniewu.
- To... Myślę, że wiesz, co to jest - poprowadził jego dłoń do jej dłoni. Poczuł ucisk małego przedmiotu na jej palcu.
Gdy tylko go dotknął, od razu cofnął dłoń. Wzdrygnął się.
- Wszystko dobrze? - spytała ponownie Alicja w progu. Cade spojrzał na nią. Nienawidził tego, gdy się martwiła i była zagubiona. A mimo wszystko wyglądała wtedy tak pięknie.
Luke złapał się za głowę. Wbił paznokcie w skórę i syczał. Po chwili przestał.
- Co to było? - spytał Cade.
- Ał... Strasznie zabolała mnie głowa - skłamał. - Pójdę napić się wody.
Usłyszeli stukot laski po ziemi, gdy szedł w stronę kuchni.
Cade postanowił dokładniej przyjrzeć się pokojowi. Dopiero teraz dotarło do niego, jak dziwacznie wyglądał.
Był cały... różowy. Ale nie był to taki róż jak na sukniach małych dziewczynek. Było to dziwaczne połączenie - coś na zasadzie barwy na krańcu różu i fioletu. Ładny kolor. Cade nie znał jego naukowej nazwy.
Wszędzie walały się zdjęcia. Na podłodze, na łóżku i na ścianie. Cade podniósł jedno z różowo-fioletowego dywanu.
Na pierwszym planie znajdowała się mała, blond włosa dziewczynka. Miała może 6 lat. W dłoni trzymała kolorowe mazaki i uśmiechała się łobuzersko do obiektywu.
Uśmiechnął się. Hayley.
Spojrzał na inne. Na tym zdjęciu zobaczył chłopca. Chłopiec, również w wieku ok. sześciu lat, wyglądał bardzo podobnie do dziewczyny. Pierwsze, co zwracało uwagę to jego intensywnie niebieskie oczy. Wyglądały pięknie. Jak nie z tej Ziemi.
W pewnej odległości od chłopca widać było małą dziewczynkę, która wpatrywała się w niego jak pokarm.
Parsknął. Kochające się rodzeństwo.
Dalej widział już starsze osoby. Na pewnym zdjęciu, które zauważył na ścianie, poza Lukie'm i Hayley w wieku ok. 14 lat znajdowały się tam dwie starsze osoby. Mężczyzna, z zadziornym spojrzeniem Hayley, uśmiechał się w stronę dzieci. Dziewczyna patrzyła na niego z lekką irytacją. Druga, kobieta, z niebieskimi oczami Luke'a, przytulała chłopca. On również wyglądał jak lekko zdezorientowany. Byli zawstydzeni.
'To ich rodzice' - pomyślał Cade. - 'Co właściwie się z nimi stało?'
Dalej widział inne scenerie - wycieczka po lesie, roześmiane twarzy. Hayley, w tym nowszych wyglądała pięknie. Ale teraz nie mógł o niej tak myśleć. Było mu jej po prostu ogromnie żal. Tak samo jak Luke'a. Mimo, że Cade nie znał szczegółów wiedział, że dużo przeszli.
Odstawił fotografie na miejsce. Usłyszał kolejny grzmot.
Spojrzał ze smutkiem na nieprzytomną Hayley. Oddychała, ponieważ jej pierś falowała. Jednak z wyrazu jej twarzy ciężko było cokolwiek odczytać.
Westchnął.
Cade rozejrzał się po pokoju. Na biurku zauważył mały laptop. Wyświetlały się na nim różne zdjęcia.
Ponownie widział znajome twarze z poprzednich fotografii. W śniegu, prawdopodobnie podczas rodzinnej wycieczki. Na słonecznej plaży.
Nie wiedział, co się stało, ale rodzina musiała być dla niej niezwykla ważna.
Kolejny grzmot.
I kolejny.
I następny.

***
Sięgnęła po owoc w kryształowej misce.
Michelle poczuła dziwny smak. Słodki, ale też gorzki. Ugryzła tajemniczy czerwony owoc jeszcze raz.
Przetarła złote usta i odchrząknęła.
Czekała tu już od godziny.
Znajdowała się w małym pokoju. Był okrągły i niezwykle oświetlony na przeróżne kolory. Z jednej strony widziała ostrą pomarańcz, z drugiej świetlistą żółć.
Westchnęła z zażenowaniem, ale też trochę z podniecenia.
Stało się to. Dzisiaj. Dzisiaj już była Władcą. I to nie byle jakim. Została przyjęta do grona Zdobywców.
Pamiętała te dni, gdy miała pięć lat i nie mogła spać. Wtedy mama, przytulając jej szyję kołdrą, zaczęła opowiadać historie o Wspaniałych Zdobywcach. Zdobywcy to grupa dwunastu ludzi - sześciu kobiet i sześciu mężczyzn. Władali Przedmiotami. Bronili wszystkich. Byli wspaniałymi ludźmi.
A teraz Michelle, po śmierci Julii Wspaniałej, została wybrana by zostać kolejnym Zdobywcą. By zostać bohaterem, który będzie triumfował w bajkach opowiadanych dzieciom przez matki. By zostać Złotoustą Michelle.
Zdobywcy to wspaniali ludzie, ale cholernie długo się na nich czeka, pomyślała.
Postanowiła przyjrzeć się nowemu przedmiotowi.
Piękny, starannie wykonany medalion. Był złoty. Tajemniczy. Ale wspaniały. Miał w sobie coś, przez co Michelle nie mogła oderwać od niego wzroku. Był bardzo zadbany, ponieważ nie był na nim żadnego szwanku czy chociaż porysowania.
Schowała go znowu do kieszeni. Czuła jego magie. Nie mogła się doczekać momentu, gdy jej użyje.
Po chwili usłyszała dźwięk klucza w starych, drewnianych drzwiach.
Po chwili stanął w nich młody mężczyzna. Blond włosy upadały mu na ramiona. Ubrany był tylko w wełniane spodnie.
Raphael.
Jeden ze Zdobywców, do którego wzdychały wszystkie dziewczyny z miasteczka Michelle.
- Nowa, hmm? - uśmiechnął się łobuzersko - Jestem Raphael, ale to pewnie już wiesz - uścisnął jej dłoń.
- Michelle. Nowa - odpowiedziała, odwzajemniając uścisk.
Spojrzała mu w oczy. Były mgliste i szare, kojarzyły się Michelle z nocą i mrokiem. Choć to dziwne, ponieważ Raphael był pogodny i dowcipy, ostatnie, z czym by go wszyscy skojarzyli, to ciemność.
Na jego twarzy rysowały się różne kształty. Miał bardzo wyraźne rysy, jednak dodawało mu to tylko uroku.
- Zapraszam - wskazał ręką drzwi obok - Zaraz oficjalnie staniesz się jednym z nas.














Rozdział 17

Hayley obudziła się.
Zaczęła ciężko dyszeć i patrzeć dookoła.
'Co to...'
Złapała się za głowę i zaczęła masować skroń.
Ziewnęła.
Spojrzała na różowy zegark w pokoju. Piąta nad ranem.
Westchnęła ze zmęczenia.
Podrapała się po głowie i po stęknięciu dalej się położyła.
Poczuła coś.
Opierała się o ramię Cade'a.
Wtuliła się w niego i z uśmiechem zasnęła.
***

Alicja wstała. Cały pokój był oświetlone promieniem rześkiego, słonecznego światła który wpadł do domu przez okno. Przetarła oczy.
Zajęło jej chwilę, by przypomnieć sobie, że coś śniła.
Dziewczyna? Długowosłosy chłopak? I znowu ten wygląd wszystkiego dookoła niczym z średniowiecza.
Złapała się za skroń.
Widziała to. Całą wizję, od nowa.
Otworzyła oczy, jakby budziła się z jakiegoś transu. Brr.
Ale co to mogło oznaczać?
Wiedziała jedno - to znowu była ta dziewczyna, którą widziała już wcześniej.
Michelle.
Miała jej medalion.
Ale nie to było najdziwniejsze.
Jej medalion był czysty. Piękny, złoty, bez żadnego szwanku. Za to medalion Alicji miał przecięcie na środku w kształcie oczu.
Ale wiedziała, że to był ten sam przedmiot.
Sięgnęła do malutkiej szuflady i wyciągnęła swoje przekleństwo.
Była ciekawa, co jeszcze ukrywa. I była pewna, że się tego dowie.
Zacisnęła wargę z determinacją i wstała umyć zęby.

Cade spał. Był przytłoczony wydarzeniami ostatniego dnia. I po prostu zmęczony.
Obudził się. Przed sobą miał gęste, niebieskie, roześmiane oczy.
Chwilę zajęło mu zrozumienie, co się działo.
Hayley opierała się o jego ramię. Wpatrywała się w niego rozbawiona.
Zaczerwienił się i wstał.
- Mówisz dziwne słowa przez sen - zaczęła mówić - coś tam.. Eyley? Nie, to może było... Yley? Nie jestem pewna...
- Zostałeś tu całą noc. Martwiłeś się. Słodko. - powiedziała jeszcze i się uśmiechnęła.
Ee... taak - Szybko wstał, potykając się o koc.
- Co wy robicie? - spytała ostrożnie Alicja, widząc leżącego na ziemi Cade'a i patrzącą na niego Hayley.
- Ee.. - Cade szybko wstał, ale znowu się przewrócił.
- Buahahahhaha - Hayley zaczęła się śmiać tak mocno, że opadła na poduszkę.
- Okeeeej - kontynuowała Alicja i zatrzymała wzrok na twarzy Cade'a - Wyjaśnisz to?
- Ee no bo to by...
- Ej, patrzcie! - krzyknął Ethan, biegnąc w ich kierunku z gazetą w ręku.
Potknął się o koc.
- Nie no ja już mam dość - Alicja złapała się za skroń - Na co mamy patrzeć?
- Ee - Ethan szybko wstał i położył na małym stoliku gazetę - Patrzcie na to!
Nagłówek nosił tytuł "Niezwykłe efekty specjalne i ponadczasowy spisek młodych gwiazd"
Niedawno na stronach naszego magazynu informowaliśmy o wschodzących gwiazdach Hollywood, które spowodowały pożar na terenie hotelu Prim w stanie Califfornia. Dzisiaj sprawa rozwiązała się w dość zabawny, ale również interesujący sposób.
Morty Powell, nowy producent wykonawczy 'Cadelicji' po tragicznej śmierci poprzednika, Dave'a Rusella, wyjaśnił nam całą sytuację w wywiadzie udzielonym dla telewizji CW.
"Czy słyszał pan o wyczynach młodych gwiazd w ostatnich dniach?" - pyta reporterka Mary Bookmark mężczyznę.
Na te słowa Morty zaczął chichotać.
Owszem, słyszałem o całej sytuacji. I muszę przyznać, że to był setny numer"
MARY: "O co dokładnie chodzi?"
MORTY: Jak pewnie wszyscy wiecie, premiera drugiego sezonu naszego serialu przewidywana jest na jesień, za to już za tydzień widzowie będą mogli obejrzeć finałowy odcinek pierwszej serii. Nie spodziewaliśmy się tak wielkiego sukcesu, ale postanowiliśmy rozwinąć produkcję również w innym kierunku. W kierunku fantasy.
MARY: Czy byłbyś skłonny podzielić się z nami szczegółami, Morty?
MORTY: Oczywiście. Zacznijmy od tego, że ostatnio zaistniała sytuacja pożarowa tak naprawdę nie była niczym groźnym bądź niebezpiecznym. Był to zwykły chwyt reklamowy z wykorzystaniem sztucznego ognia i gry aktorskiej naszych gwiazd.
MARY: Czyli sugerujesz, że wszystko było uknute i tak naprawdę nie było żadnego zagrożenia?
MORTY: Oczywiście, że nie. Jak już wspominałem, w drugim sezonie nasz popularny serial pójdzie w kierunku wątków fantastycznych. Ten pożar to był taki pokaz, chwyt reklamowy, który ma zachęcić do zasiadania przed telewizorami w jesienne popołudnia.
MARY: A policja, karetka, poszkodowani...?
MORTY: Wszyscy wiedzieli o tym i ten pokaz był z nimi wszystkimi umówiony. Gdyby od razu złapali aktorów, musielibyśmy wyjaśnić cały numer, ale teraz gdy uciekli, stała się z tego istna sensacja. Jak planowaliśmy.
MARY: Panie Powell, a gdzie teraz dokładnie przebywają aktorzy?
MORTY: Cade, Samantha, Alicja, Ethan i Jamie znajdują się w hotelu w Beverly Hills i świetnie bawi ich cała sytuacja.
MARY: A gdzie Arthur?
MORTY: To jedna ze smutniejszych wiadomości, jakie wam dzisiaj przekażę. Arthur Wilson nie wystąpi w kolejnej serii i odszedł z planu. Za to mogę wam zdradzić, że ujrzycie całkiem nowe postaci, które na pewno przypadną widzom do gustu.
Tymi słowami kończy się wywiad z producentem. Wynika z tego, że wszystko było uknute na rzecz zwykłej kampanii reklamowej. Dziękujemy panu Powellowi za wyjaśnienie nam całej sytuacji. "
- Kto to zrobił? - spytał Cade - Kto zadał sobie tyle trudu, by nas wkręcić z powrotem.
- Zgubiłam się - powiedziała Hayley - Jaki pożar? Czemu nie powiedzieliście, że braliście udział w efekciarskiej reklamie, też chcę!
- Ale to nie była ... - odpowiedziała Alicja - To naprawdę się stało. Był pożar. Byli ranni. To...
- I kim jest ten Pollow? Kto to, do cholery, wszystko uknuł?! - krzyknęła Samantha.
- Ja - usłyszeli nieznany, głęboki głos. Należał do zakapturzonej postaci.

***

- Lemoniady? - spytała nieśmiało Hayley, posuwając dzbanek w stronę nieznajomego.
Mruknął, pokiwał głową i nalał sobie napoju do szklanki.
Wyglądał, jakby urwał się z filmu fantasy. Jego twarz była zakryta całkowicie przez czarny kaptur, odsłaniając tylko niewielki fragment skóry. Cały był ubrany w czarny strój, który sprawiał wrażenie, jakby był ubrudzony smołą. Na ramionach widać było kilka blizn oraz takie rzeczy jak grządki ziemi czy kawałki liści.
Nie znali jego wieku, ale po sylwetce stwierdzili, że ich gość może już mieć 30 lat na karku.
Wszyscy patrzyli na niego z fascynacją, ale też przerażeniem. Trudno dziwić się po tym, gdy w ich progu pojawił się nagle mężczyzna ubrany jak dzikus.
- Panie.. mkhm... 'M"... - zaczął powoli Cade.
- "M"? - spytał zdziwiony i poprawił rękawy - Jaki "M"?
- To skrót. Od Mroczny - wyjaśniła Hayley.
- Hm... pogładził się po brodzie - Niegłupie. Okej, nazywajcie mnie "M".
- Wiem, że niegłupie, mój pomysł - odpowiedziała Hayley - Ale można wiedzieć, co do cholery tu robisz?
Zachichotał.
- Oh, Hayley Hoover... Zawsze subtelna aż do bólu. - powiedział i napił się lemoniady.
Zagryzła wargę z wahaniem.
- Słuchaj. Bloody też tu była. Tak, sprowadziłam ich, ale...
- Hayley, nie jestem tu w tej sprawie.
Zamrugała.
- N... Nie? Przecież...
Zbył ją machnięciem ręki.
- Przyszedłem ze sprawą do naszych gwiazdeczek.
Ethan połknął ślinę.
- Po co to zrobiłeś? Dlaczego? - spytał Cade, starając się by jego głos brzmiał poważnie i przywódczo.
- Hmm... Niech pomyślę... Bo jesteście mi potrzebni.
Nie wiedzieli co odpowiedzieć, więc mówił dalej.
- Po tej durnej akcji w hotelu byliście poszukiwani,a to niedobrze. Nie w obecnej sytuacji. Potrzebuję was.
- A czy to nie ty przypadkiem chciałeś ich zabić? - spytała Hayley.
- Oh, stare dzieje, moje dziecko - westchnął jak rodzic opowiadający dziecko bajkę o 'dawno, dawno temu' - Prawda, chciałem to zrobić, chciałem zdobyć medalion i twój pierścień - spojrzał na jej zakłopotaną minę - O tak, myślałaś że nie wiem? Bloody to amatorka i jeszcze mało wie o tym, co zaczęła robić - uśmiechnęła się zadowolony ze swoich słów - Ale wracając do tematu, potrzebuję waszej pomocy, a jeśli mi jej użyczycie, będziecie mogli przeżyć na jakiś czas.
"Niezwykła siła perswazji" - pomyślał Cade - "Prośba o pomoc, oferta - życie"
- Nie musimy się zgadzać - powiedziała Samantha.
"M" dopił szklankę i westchnął.
- Myślę, że nie macie innego wyjścia, dziecko.
- Grozisz nam śmiercią. W każdej chwili możemy iść z tym na policję - powiedziała ostrożnie Alicja.
Wybuchnął śmiechem. Śmiechem pełnym grozy i mroku.
- To już nie jest normalna sprawa. To, co zaczyna się wyprawiać, już dawno wyszło poza normę. Także 'normalna' policja nic wam nie pomoże.
- W czym mamy pomóc? - spytała Jamie, powstrzymując Samanthę przed ciągnięciem tematu.
- Jak się domyślam, Hayley wytłumaczyła wam już zasady - zaczął dolewać lemoniady do szklanki. - Przedmioty. Władcy. Znane wam pojęcia, prawda?
- Tak - przytaknęła Jamie.
- Dobrze. A więc powiedzmy że jestem 'Poszukiwaczem' wszystkich tych cholerstw. Ale...
- Ale zniknęły. Miałeś ich więcej niż jedno, więc znowu się rozproszyły - odpowiedziała Alicja.
- Prawda - warknął - Jedną ma was mały pomarańczowy koleżka.
Spojrzeli na Ethana, który miał na sobie pomarańczową koszulę.
- Stał się Władcą Różdżki - powiedział 'M'.
- Czekaj - przerwała mu Alicja - W jaki sposób, zbierając te przedmioty na nowo, pomożemy ci? Gdy znowu je wszystkie weźmiesz, ponownie się rozproszą.
- Słuszna uwaga - napił się ze szklanki - Ale pracuję nad tym. Wszystko, o co was proszę, to żebyście je znaleźli i zebrali. Korzystna oferta dla was i dla mnie.
- Czyli Bloody... - zaczęła Hayley.
- Powiedzmy, że Bloody jest teraz naszym wspólnym wrogiem.
- Ej, w sumie co nam szkodzi! - krzyknęła Hayley - Będzie fajnie!
Inni jakoś nie potrafili się tym cieszyć.
- Czekajcie... Bloody też ma taki przedmiot, prawda? - spytał Cade - Ten łuk.
- Tak. Łuk również nim jest. Ale jego zostawimy sobie na koniec. Kiedy ostatecznie zmierzę się z Bloody - odparł.
- Zacznijcie od domu - mówił dalej - Miałem zrobić to sam, ale trzeba was sprawdzić. Macie 48 godzin, by coś dla mnie zdobyć.
Potaknęli zmieszani.
- A teraz - wypił ostatni łyk lemoniady - Mam kilka spraw do załatwienia.
Odszedł, jednak długo po tym jak poszedł, w powietrzu wisiała aura mroku.

***

- Ła... ładnie wyglądasz - odparł Cade, patrząc na Hayley. Kilka godzin po spotkaniu z 'Mroczkiem", jak to ujęła Hayley, wymknęli się na spacer po parku.
- Dzięki - odparła, patrząc w niebo. Miała na sobie pomarańczową katanę i ulubioną koszulkę z napisem "I <serce> NY". To samo ubranie jak wtedy, gdy się poznali.
Na niebie błyskała kolorowa tęcza. Hayley nie mogła się napatrzeć i co chwilę zerkała na w górę.
- Muszę cię o coś spytać - powiedział. Miał cel w tym spacerze. Poza oczywistym towarzystwem Hayley, oczywiście.
- Hm?
- Co się stało z twoimi rodzicami? - spytał prosto z mostu.
Na chwilę jej żrenice się rozszerzyły, gdy patrzyła w niebo. Po chwili ostrożnie skierowała oczy na twarz Cade'a.
- Widziałeś zdjęcia?
- Tak.
Zagryzła wargę i chwilę się nad czymś zastanawiała, ale po chwili kontynowała.
- Pamiętasz sprawę z oczami Luke'a?
Kiwnął głową.
- Bloody po tym mówiła, że to było tylko ostrzeżenie. To było pół roku temu.
Mówiła dalej.
- Moi rodzice byli architektami. DLatego jesteśmy tacy bogaci. Bloody to wykorzystała. Znalazła jakąś starą sprawę z przekrętu rodziców, która wtedy była kompletnie nieistotna. Jednak gdy teraz wyszłoby to na jaw...
Nie musiała mówić więcej.
- Nie zgadzałam się. Nie chciałam zabijać ludzi, jak kazała mi robić. Byłam jej zabawką, i wtedy nie chodziło o przedmioty. I pewnego dnia stał się wypadek spowodowany przez nią. Rodzice zginęli. Zostaliśmy sami, i gdyby to teraz wyszło na jaw...
- Czyli to ona to zrobiła? Zabiła twoich rodziców i oślepiła Luke'a?
Pokiwała głową.
- Na razie mówimy, że rodzice są na ważnym wyjeździe trwającym kilka tygodni. Ale ktoś się w końcu zorientuje.
- Zabrała ci wszystko - stwierdził.
Wiedziała o tym, jednak usłyszenie tego z czyichś ust bardzo ją bolało.
- A.. skąd masz pierścień? Bloody nie wie, że go masz?
Spojrzała na świecidełko na palcu wskazującym.
Skinęła głową.
- Nie wie. Może i jest psychopatką, ale nie ma żadnego sprzętu ani nic z tych rzeczy jak on. Dlatego jest prościej. A pierścień... dostałam. Od rodziców.
Zamarł. Tak samo Alicja otrzymała medalion.
- Czyli w domu...
- Tak, masz rację. Nic nie ma. "M" też się pewnie już zorientował, po tym jak zobaczył go na moim palcu. Myślał, że jest ukryty.
Dalej spoglądała z bólem w niebo. To niebywałe, że Hayley, która na początku zdawała mu się być zwykłą, trochę zakręconą dziewczyną, skrywała tyle sekretów i nosiła w sobie tyle bólu i emocji, z którymi z nikim się nie dzieliła.
Uścisnął jej dłoń.
- Teraz jesteśmy w tym razem.
Parzyła na niego. Po chwili odwróciła wzrok.
- Myślisz, że na tej tęczy są jednorożce?
Skrył uśmiech.
- Hayley..
- O rany! - stuknęła się w głowę - Zapomniałam o imprezie! Trzeba ją przełożyć na dzisiaj!
Podziękowania dla autora posta:
Nillay
Duplo65

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 529$
Podziękowania: 1922
Posty: 3834
Ostrzeżenia: 2/7
ocenił na: 0
Rozdział 18

'Impreza, dziś, 20:00, rezydencja Hooverów ;*
'
Opublikowała wpis i nie minęła minuta, kiedy niebieskie komentarze pełne były potwierdzeń obecności od znajomych.
Zamknęła klapkę laptopa i westchnęła. Światło dnia powoli wypełniało jej pokój.
Nie był on zbyt duży. Prawdę mówiąc Hayley przesiadywała w nim od urodzenia. Gdy skończyła 10 lat rodzice wielokrotnie proponowali jej przeniesienie się do większego pokoju, gdyż w rezydencji ich nie brakowało. Jednak ona nigdy się nie zgodziła. Wolała zostać w swoim małym, wąskim pokoiku, z którym czuła się związana.
Był cały różowy, jednak kolor przez liczne zdjęcia i rysunki, które namalowała, gdy była małą dziewczynką, nie był zbyt widoczny. Rysunku Luke'a również tam były - gdy stracił wzrok, nie mógł się odnaleźć, nie mógł znaleźć zajęcia, czuł się zagubiony. Kiedyś uwielbiał czytać, więc Hayley czasami czytała mu książki niczym małemu dziecku, a on rysował ich treść. Hayley musiała przyznać, że były one naprawdę dobre.
Czuła, jakby ten pokój był jej pewnego rodzaju świątynią. Trzymała tu wszystkie wspomnienia, które nigdy nie wychodziły na zewnątrz, których nigdy nie pokazywała innym ludziom.
Nie okazywała tego, że się boi. A bała się. Od wypadku z Lukie'm bała się tego, co będzie dalej. Tak jak powiedział jej wcześniej Cade, straciła wszystko. Gdy wychodziła z pokoju bała się. Nikt o tym nie wiedział, nikomu o tym nie mówiła.
Bo czasami ludzie nie są sobą.
Czasami są po prostu cieniami samych siebie.
Zaczęła się przebierać.

***

Dobra - zaczęła Alicja - Omówmy to, co już wiemy.
Wszyscy, oprócz Hayley i Luke'a siedzieli przy dużym stole w kuchni.
- Gdzie oni są? - spytała znudzona Samantha.
- Hayley się przebiera - odpowiedział Cade akurat w momencie, gdy dziewczyna weszła.
Ubrana w pomaańczową katanę i obcisłe jeansy, Hayley przywitała się, a jej tęczowe włosy zaczęły powiewać teatralnie niczym w reklamie szamponu. Alicji imponowało to, jak lekko i z gracją poruszała się - podczas spaceru zawsze zwracała uwagę wszystkich mijających i nie bez powodu. Nie chodziło tylko o jej wygląd - była typem dziewczyny, która znała swoje zalety i potrafiła je wykorzystać. Poruszała się z niezwykłą pewnością siebie i to głównie zwracało uwagę innych.
Cade usilnie starał się patrzeć w innym kierunku.
- Dobra - Ethan sięgnął po swój zeszyt i ołówek.
- Czekaj! - Samantha dotknęła okładkę zeszytu - Masz logo Nirvany na zeszycie?
- Chodzi ci o tą gębę? Jest śmieszna, więc kupiłem.
Złapała się za głowę.
- Dobra, kontynuujmy... - powiedziała Alicja.
- Ok - Ethan zagryzł wargę i zaczął coś rysować.
- Co to do cholery jest? - spytała Samantha.
Milczał. Po chwili pokazał efekt swojej pracy.
- Mamy medalion - wskazał obrazek ołówkiem.
- Em.. - Alicja się skrzywiła - Ethan, nie sądzę, żeby...
- Wiesz w ogóle, co to jest koło? - spytała kąśliwie Samantha.
- Dobra, wystarczy - przerwał im Cade - Mamy medalion Alicji. Jest on jednym z tych Przedmiotów. Gdy Alicja go założyła... nie miała w sobie życia.
Streścili Hayley i Luke'owi wcześniej całą historię.
- Dalej - Ethan zaczął rysować pionową kreskę - Mamy różdżkę.
- Różdżkę, którą znalazłeś w lasie, prawdopodobnie wcześniej należała do "M". Gdy pierwszy raz jej użyłeś, nie byłeś sobą.
- Następnie mamy... pierścień - zaczął rysować.
- Mój pierścień - powiedziała Hayley - Mogę nim przenosić różne przedmioty. Telekineza.
Ethan dokończył swój rysunek.
- Hej - Hayley nagle zwróciła się do Alicji - Mogę zobaczyć twój medalion?
Zdziwiona, przytaknęła.
Hayley badawczo mu się przyjrzała.
'Co to jest?' pomyślała, widząc zadrapania w kształcie owalu. 'Tego nie było w..."
- Ale tego jest więcej. Nie wiemy, ile dokładnie, ale...
- Dwanaście.
Oczy wszystkich zwróciły się w stronę Hayley.
- Skąd wiesz?
Ethan i Alicja przełknęli ślinę.
- Ona ma rację - powiedział Ethan - Widzieliśmy to.
- Co się.. Alice - spojrzał w stronę dziewczyny - Ty też...?
- Tak. Już dawno.
Cade patrzył na wszystkich z niedowierzaniem. Potem znowu utkwił wzrok w jej oczach.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo... bałam się tego. Miałam ten sen w szpitalu, po tym wypadku z medalionem.
Cade zamrugał.
- Czego jeszcze nie wiem?
- Ja... Cade, to nie...
- Dobra. Skupmy się - przerwała im Jamie.
- Łuk. Łuk tej pokręconej laski. On też jest jednym z Przedmiotów - odezwała się nagle Samantha - Przy okazji, całkiem niezły łuk.
- Czyli mamy trzy przedmioty. Wiemy o czwartym. A razem jest ich dwanaście... - mówił Ethan...
- To jeszcze osiem. I ni cholery nie wiemy, gdzie ich szukać. - powiedziała Hayley.
Cade przeleciał wzrokiem twarze przyjaciół.
- Wiemy.
Pokazał im małe mapki.
- Czyli... w całych Stanach? - spytała Hayley.
- Możliwe. Ale możliwe też, że te mapki kompletnie nie są aktualne. Mogły się wszystkie ponownie rozproszyć po tym, jak zrobiły to te należące do 'M'. - powiedział Cade.
- Wiecie co? Strasznie pokręcone - Hayley pokręciła ustami - Zjadałbym ciastka.
Ruszyła w stronę ulubionej półki.
***
Samantha spacerowała po ogromnym ogrodzie Hooverów. Ubrana jak zwykle w glany i ciemne ciuchy stanowiła dość duży kontrast dla słonecznego dnia i kolorowych kwiatów w ogrodzie. W słuchawkach brzmiał jej ulubiony zespół.
Ogród był naprawdę okazały. Pełny światła, kolorów i kwiatów, czyli wszystkich rzeczy których nienawidziła, jednak z jakiegoś powodu podobało jej się tu.
Poprawiła słuchawki w uszach.
Usłyszała dziwny dźwięk.
Zmarszczyła brwi.
Pojechała językiem po zębach, wsłuchując się znowu, jednak nic nie usłyszała.
Zmarszczyła brwi i znowu włączyła muzykę.
Minęło kilka minut nim znowu usłyszała tajemniczy dźwięk.
- Co do diabła?
Pokręciła głową i kopnęła kamyk na drodze.
Znowu to usłyszała. Przypominał coś w stylu spawania, uderzania kilofem o ziemię i wiercenia w jednym.
Starała się dojść do źródła hałasu.
Szła powoli, mijając różne rośliny i małe drzewa.
Doszła do małej studzienki.
Staromodna, zbudowana z marmuru studnia znajdowała się w centrum całego ogrodu.
'Pewnie służy do podlewania' pomyślała. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak ten ogromny ogród może być podlewany. Chciała odejść, jednak ciekawość zwyciężyła.
Zmarszczyła brwi.
W studni nie było wody.
I wyglądała, jakby była bez dna.
Wychyliła się.
'Może teraz tam wpadnę jak cholerny Batman' prychnęła.
Tajemniczy dźwięk był coraz silniejszy.
Z ciekawości wrzuciła do środka kamyk i nasłuchiwała.
Minęła dłuższa chwila, nim usłyszała ledwo słyszalne chlupnięcie.
Już kompletnie nie wiedziała co o tym myśleć.
Wróciła do rezydencji w rockowych rytmach granych przez słuchawki.

***

Łup. Łup.
Ciemnowłosy chłopak napiął cięciwę i strzelił ponownie.
Łup.
Nowa strzała przebiła poprzednią dokładnie przez środek.
Odgarnął długie włosy ze spoconego ciała i strzelił znowu.
Łup.
Poprawił kołczan strzał na ramieniu ciemnej bluzy.
Znajdował się w lesie. Wcześniej ustawił w różne miejsca drewniane tarcze i już od godziny strzelał w nie ulubionym łukiem.
Crystał wcześniej poinformowała go, że wkrótce będą musieli spotkać się z tą durną dziecinarią, która jakimś cudem była w posiadaniu aż trzech Przedmiotów.
Łup.
'Szlag!'
Chybił.
Zaklął i strzelił znowu, tym razem celniej, jednak strzała ponownie nie poleciała tam, gdzie powinna.
Sięgnął ręką do kieszeni zdartych jeansów. Wyciągnął z niej srebrny kieszonkowy zegarek, który wyglądał na naprawdę cenny. Nacisnął mały przycisk, który sprawiał wrażenie, jakby był po prostu jednym z tych ustawiających czas.
Błysnęło błękitne światło i świat zwolnił, aż się zatrzymał.
Podszedł powoli do zamrożonej w powietrzu strzały. Złapał ją z przesadną delikatnością i powoli przesunął w kierunku tarcz, a wszystko dookoła zdawało się być niczym zamrożona, niebieska galareta.
Czar przestał działać i świat znowu nabrał kolorów. Po chwili usłyszał ciche łup, gdy strzała trafiła do celu. Delikatnie się uśmiechnął, jednak nie był to uśmiech dziecka po przeprowadzeniu starszej pani przez ulicę. Był to raczej uśmiech rekina tuż przed zjedzeniem kolejnej, bezbronnej ofiary.
- Nie popisuj się.
Z ukrycia wyszła ciemnowłosa dziewczyna o małych, szarych oczach. Nie wyglądała na więcej niż 17 lat. Uśmiechnęła się do niego szyderczo i zagryzła wargę zębami, które kojarzyły się z ludożercą.
- To działa tylko minutę, niewiele zdziałasz.
- Masz rację - podszedł do niej i spojrzał w oczy, które zawsze kojarzyły mu się z burzą. Nie odbiegało to zresztą daleko od jej charakteru - Ale mógłbym zatrzymać czas na minutę i ... - przerwał, dotykając jej w tali i schodząc ręką niżej.
Odepchnęła go.
- Dupek - prychnęła.
- Daj spokój Crystal, żartowałem - wyszczerzył się - A może nie...
- Tak? - spytała, machając mu przed oczami zegarkiem, który jeszcze przed chwilą znajdował się w jego dłoni - A może ja to zrobię i skopię ci ten obsrany tyłek?
Stracił humor.
- Do rzeczy - odpowiedział szorstko.
- Oh Nathan Nathan, teraz to jesteśmy poważni? - znów prychnęła i odrzuciła mu zegarek - Następnym razem pilnuj swoich zabawek.
Schował go do kieszeni z kamienną twarzą.
- Dobra, a na poważnie - westchnęła ciężko - Hoover robi imprezę w swoim domku. Będą tam. No cóż, od razu ich nie pozabijamy, ale to dobra okazja by zorientować się w sytuacji.
- Nie będę szedł na jakieś głupie imprezy - odpowiedział Nathan.
- Oh Nathuś Nathuś - przycisnęła go do siebie i obdarzyła długim pocałunkiem - Oczywiście, że będziesz.
Podziękowania dla autora posta:
Nillay
Nillay

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 20223$
Podziękowania: 5785
Posty: 3556
ocenił na: 0
'Nie, nie kąpię mojego psa w kozim mleku...' - WTF? XDD

'Wasze pokoje będą na drugim piętrze. Są dość duże, więc możecie wejść po dwie osoby' - wyczuwam, że przygotowałeś scenę erotyczną, której nie opublikowałeś. ;] *PW*

'- A na tę chwilę - zaczął - Może wpletę ci ten kwiatek we włosy?
- Rzygam.
- Okej, to nie.'

xDDDD

Duplo, albo mi się wydaje, ale przez to ciągłe całowanie się postaci próbujesz jakoś dowartościować.

Ale do rzeczy.
Kiedy to zaczynałeś to serio nie miałem pojęcia, że to będzie miało jakąkolwiek fabułę fantastyczną.
Teraz, po 16 rozdziale, wiem, że się myliłem.

OMG, ILE TAM PRZEMOCY! :O
Ale jest świetnie. ♥
Jutro nadrobię do 18 i również dam komcia, A TY PISZ KOLEJNY. XD

XOXO
_____
www.facebook.com/MojaDubWalka
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBI
Sygnatura•••
Nillay

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 20223$
Podziękowania: 5785
Posty: 3556
ocenił na: 0
Okej, a teraz małe podsumowanie rozdziałów 16-18:
- NIE ZABIJAJ MI MIŁOŚCI MIĘDZY CADEM, A ALISZJĄ, BO CIĘ ZBANUJE.,
- bardzo ładnie i stopniowo prowadzisz akcję,
- z biegiem czasu dodajesz nowe postacie, co mi się podoba,
- dużo przemocy, walki, tajemniczości i... całowania. xD
Co raz bardziej czuję, jakbyś budował tam swój wymarzony świat, w którym chciałbyś żyć. xD

Cytat dnia: "Cade przeleciał twarze przyjaciół." :uśmiech: xDD

Czekam na kolejne rozdziały, XOXO
_____
www.facebook.com/MojaDubWalka
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBI
Sygnatura•••
Podziękowania dla autora posta:
Duplo65
Duplo65

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 529$
Podziękowania: 1922
Posty: 3834
Ostrzeżenia: 2/7
ocenił na: 0
Rozdział 19
Maski, cz 1


Hayley ciężko ziewnęła.
Przeczesała ręką długie, kolorowe włosy.
Znajdowała się w jednym z większych pokoi w rezydencji. Była to w sumie sala w kształcie owalu. Sufit zdobiło kilka dużych, bardzo starannie wykonanych żyrandoli. Pamiętała, jak rodzice często urządzali tu bankiety i przyjęcia, zapraszając tych różnych śmiesznie ubranych ludzi.
Gdy była małą dziewczynką, obudzona hałasem instrumentów smyczkowych i śmiechu rozbawionych gości zeszła po schodach na dół i doznała szoku. Sala była pełna różnych mistycznych postaci - twarze ubranych w dostojne garnitury i piękne suknie gości ukryte były pod maskami.
'Mamo! Tato!'
Sześcioletnia dziewczynka przepychała się przez tłum ludzi bez twarzy. Małe, niebieskie oczy drgały i płakały z przerażenia.
'Mamo...'
Czuła na sobie spojrzenia innych i mokre łzy na różowych policzkach. Słyszała ciche głosy, chichoty. Ale jedyne co widziała to postacie z włoskiego karnawału. Mężczyźni z pięknymi maskami na całą twarz w kształcie dużego, białego nosa lub z prostymi, czarnymi maskami, które najbardziej przerażały Hayley.
Roześmiane kobiety z kolorowymi ozdobami zasłaniającymi tylko oczy. A w tle przepiękna muzyka różnych instrumentów.
Po jakimś czasie tata odprowadził ją do pokoju, pogłaskał po delikatnych włosach i pocałował w jeszcze drgającą od płaczu skroń.
'Już wszystko dobrze, księżniczko'
Od tamtego czasu regularnie śniła o tym zdarzeniu. Maski ją przerażały, ale również w niepokojący sposób fascynowały. Nie mogła zapomnieć tego uczucia, gdy była inna, przepychała się w tłumie obcych ludzi.
Hayley nie lubiła normalnych i typowych dla jej rówieśników imprez. Lubiła wszystko, co niezwykłe, coś, co się wyróżniało. Dlatego zdecydowała, że jej 16 urodziny również takie będą.
Po chwili usłyszała ciche kroki.
- Łał - cicho zagwizdał z zachwytu Cade - Ogromna.
- Ekhm - odchrząknęła znacząco Hayley, powstrzymując próbę Cade'a siedzenia obok niej i wyciągnęła w jego stronę otwartą dłoń, trzepocząc rzęsami.
Pokręcił oczami i położył na jej dłoni paczuszkę różowych żelków.
- Dlaczego musimy to robić? Przecież masz wystarczająco...
Przerwała mu, zasadzając kopniaka w piszczel i bardzo powoli otwierając małą paczkę - W tym domu panują pewne zasady - odpowiedziała.
Prychnął i zdawało mu się, że ona również się delikatnie uśmiechnęła.
- Oh - powiedziała Hayley z buzią pełną żelków, chwilowo zapominając o bożym świecie - Możesz siadać.
Ostrożnie zbliżył się do czerwonego fotela obok niej i usiadł, nie spuszczając wzroku z Hayley, która dosłownie pożerała żelki tak, że aż jej kolorowe włosy się trzęsły.
- Chciałem ci podziękować - powiedział Cade, nerwowo drapiąc się po szyi - Wiesz, nie spodziewałem się, że dziewczyna, którą dopiero co poznałem w kinie pozwoli mi i moim przyjaciołom przenocować w swojej dużej willi.
Spojrzała na niego wzrokiem, który mógł oznaczać smutek albo gniew.
- Zostałam zmuszona. Całe to spotkanie w kinie było ustawione. Wszystko, co powiedziałam było w scenariuszu tej suki Bloody. Musiałam się uśmiechać i ściągnąć was wszystkich tutaj, by ona zaczęła was po kolei zabijać. Jedyne, co czułam przez wiele dni to ostrze jej tępego noża pod moją brodą, to samo którym zabiła moich rodziców i oślepiła Luke'a. Za to mi dziękujesz?
Nie wiedział co na to odpowiedzieć.
- Ja... - mówił zakłopotany Cade - My... Pomogliśmy ci... Przez...
- Co? - przerwała mu Hayley. Nie miała już ochoty na żelki - Ona żyje, Cade. W końcu będziecie musieli wyjechać, a ja zostanę sama pijąc lemoniadę i co chwilę patrzeć przez okno, czy ktoś się nie zbliża oraz na mojego brata, czy przypadkiem nie odcięła mu czegoś jeszcze. Nie chcę tak żyć, Cade. Nie chcę żyć strachem. Nigdy więcej. Nie wiesz, jak to jest.
Miała rację. Było więcej niż prawdopodobne, że Bloody powróci i znowu zacznie ją torturować i wykorzystywać.
Ścisnął jej dłoń, czując opuszkami palców pulsujący pierścień.
- Będzie dobrze. To się już nie powtórzy - powiedział, nie wiedząc kogo stara się bardziej oszukać - ją czy samego siebie.
Spojrzała na niego szklanymi oczami.
- Dziękuję. - powiedziała delikatnym głosem. Nagle wydała mu się najpiękniejsza na świecie.
- Ale z tymi żelkami to mogłeś się bardziej postarać - powiedziała poważnym głosem i znowu go kopnęła.
Wizja prysła.
- Au!
- Oh, nie mazgaj się. Przy damie nie przystoi.
- Eh - złapał się za kark, zastanawiając się, jak ma z nią rozmawiać.
- Wiesz - powiedział Cade - Nie tak wyobrażałem sobie życie w świecie, w którym istnieją różne pokręcone rzeczy.
Spojrzała na niego z uniesioną brwią, ale po chwili kontynuował myśl.
- Znaczy, wiesz o co chodzi. Jakieś zaklęte pierścienie i medaliony, cholerne różdżki i inne. Myślałem, że jeśli tak się stanie, to będę jakimś Harrym Potterem w odjazdowej pelerynce, a nie wykonującym rozkazy Zgredkiem.
Zaśmiała się.
- W sumie nawet wyglądasz jak Zgredek - powiedziała.
Westchnął.
- Dobra, koniec tego dobrego. Znasz zasady. Jedna paczka - 10 minut rozmowy. Prosimy o ponownie skorzystanie z naszych usług wkrótce.
Zmarszczył brwi.
- Ale...
Nie odpowiedziała. Znowu zaczęła się interesować żelkami.
- Eh - zrezygnowany wstał, ale odchodząc zdawało mu się, że widział jak Hayley się uśmiecha.

***

- Nie wierze, że musimy to robić - jęknął Ethan, podając Hayley paczkę czipsów.
- Hej! Jestem kobietą biznesu. Poza tym znacie zasady - powiedziała Tęczowowłosa i starannie położyła paczuszkę w koszyku łupów - A teraz wynocha, opóźniasz kolejkę.
Ethan z naburmuszoną miną odszedł. Po nim w kolejce stali kolejno Alicja, Samantha, Jamie i Cade.
Gdy już było po wszystkim, Hayley poczęstowała ich galaretką z suszonymi owocami oraz mrożoną herbatą. Gdy zjedli, pierwszy przy stole odezwał się Ethan. Jak zwykle.
- Więc dzisiaj ta impreza, nie?
Hayley się ożywiła. Wreszcie ktoś poruszył jej ulubiony temat.
Wzięła jeszcze długi łyk czerwonej Ice Tea i zaczęła mówić.
- Planowałam na dzisiaj, ale żeby wszystko dobrze przygotować chyba jednak przesunę na jutro - odgarnęła tęczowe włosy z czoła - A właśnie, apropo imprezy... Musicie się jakoś elegancko ubrać. Idziecie na imprezę Hayley Hoover, a nie na jakąś potańcówkę.
- Ale... - zaczęła mówić Alicja i zgrzytnęła zębami, kiedy Hayley jej przerwała.
- Wiem, wiem, jesteście aktorami, pewnie macie jakieś domu pełne samych ubrań i biżuterii, ale przypuszczam, że uciekając ze świeżo sfajczonego hotelu zgubiliście klucze, więc... Jesteście skazani na mnie.
- Nie oceniaj nas, aktorów - zachichotał Cade - Jesteś pokręconą bogaczką z New Jersey.
- Punkt dla ciebie. Więc sugerujesz, że sama ukrywam w tej wielkiej willi podziemne komnaty pełne ubrań?
- Tuż obok tych ze słodyczami.
Prychnęła. Alicji zrobiło się niedobrze od tych uśmieszków.
- Dajcie już spokój, rzygać mi się chce - wyraziła jej myśli na głos Samantha.
- Dobra - Hayley wstała i odchrząknęła, starając się odciągnąć uwagę od uniesionych kącików jej ust - Za mną.
Wyszli z kuchni i ruszyli schodami w dół. Cade, dotykając poręczy zwrócił uwagę, że miała ona mlecznobrązowy kolor, a schody pokryte były jasno fioletową farbą. Cała ta wielka willa w ogóle nie wyglądała jak te, które widział na filmach lub zdjęciach. Co prawda z zewnątrz sprawiała wrażenie zwyczajnej, jednak wewnątrz był to istny triumf kolorów. W prawie każdym pomieszczeniu zachowywana była różnokolorowa kompozycja barw, wzbogacona gdzieniegdzie majestatycznymi obrazami oraz pięknymi malunkami. Cade był tu zaledwie parę dni, jednak już wiedział, że było to jedno z tych miejsc, które na zawsze pozostają w pamięci. Szedł tuż za Hayley i wpatrywał się w schody, po których stąpał. A przynajmniej próbował, jednak jego wzrok co chwile sięgał wyżej.
'Te schody chyba nigdy się nie skończą...'
Przeszli jeszcze krótkim korytarzem i weszli do owalnej sali balowej, w której Cade spotkał się wcześniej z Hayley. Kilka metrów na prawo od wejścia znajdowały się inne drzwi z błyszczącą, złotą klamką. Hayley wyciągnęła z kieszeni srebrny kluczyk i przekręciła go w zamku, po czym delikatnie popchnęła drzwi.
Był to średniej wielkości pokój. Miał kształt długiego, poziomego prostokąta. Dziewczyna zapaliła światło i nagle wszystko nabrało kolorów.
Wzdłuż ścian po obu stronach znajdował się szafy, kredensy i szklane gablotki. Były to stare i piękne meble. Cade podejrzewał, że miały kilkaset lat, jednak nie było tego po nich widać. Przypuszczał, że Hayley regularnie czyściła je z kurzu i dała o ich połysk. Zrobiło mu się żal dziewczyny, gdy wyobraził sobie, jak przychodziła tu i czyściła kurze, starając się nie myśleć o stracie rodziców.
W gabinecie panował dość przygnębiający nastrój. Cade spojrzał na drugi koniec pokoju. Znajdowała się tam ogromna szafa w kolorze czerwonego wina. Samantha i Alicja ruszyły w jej kierunku, po drodze zachwycając się zawartością szklanych gablot. Cade również zbliżył się do jednej z nich.
Otworzył szeroko oczy. Gablotki pełne były pięknych masek różnego rodzaju.
- Łał - szepnął cicho sam do siebie. Hayley wzięła w dłoń pęk małych kluczek i zaczęła szukać odpowiedniego, sprawdzając każdy w zamku. Gdy w końcu cicho kliknął, uśmiechnęła się z satysfakcją i otworzyła gablotkę. Odruchowo chuchnęła na stos masek, jednak nie było to potrzebne - wręcz lśniły kolorowym blaskiem.
Tymczasem Samantha uchyliła drzwi szafy z głośnym skrzypnięciem i zaczęła przeglądać z Alicją ubrania.
- Są piękne - pisnęła Alicja, przyglądając się sukniom.
- No dobra Cadey. Co jest z tobą nie tak? - spytała Hayley, wskazując czerwonym paznokciem jego sweter - Masz jakąś jazdę na punkcie tych swetrów. Idź poszukaj jakiegoś garniaka czy coś - popchnęła go lekko w stronę szafy.
'Cadey?'
Hayley zaczęła otwierać pozostałe gablotki. Jamie nieśmiało przyglądała się maskom. Gdy Hayley otworzyła przed nią jedną ze szklanych szafek, uśmiechnęła się z wdzięcznością i przyjrzała się maskom. Było ich naprawdę dużo. W kolorze diamentu, płynnego złota, połyskującego szafiru i wiele więcej. Nie one zwróciły jednak jej ciekawość.
Za rzędem masek znajdowało się zawiniątko. Sięgnęła po nie i zaczęła powoli rozwijać kawałek delikatnego materiału.
‘Co…’
Były to dwie, białe masko. Nie był to jednak zwykły odcień bieli. Patrząc na te maski Jamie wiedziała, że nie patrzy na zwykłe maski z papieru, tylko na coś o wiele bardziej ważniejszego. Dotknęła jedną z nich.
‘Musi być z porcelany lub czegoś takiego’, stwierdziła. ‘Ale kto nosi takie ciężkie, szklane…’ pomyślała, jednak ze zdziwieniem odkryła, że maska była bardzo lekka, jak piórko.
‘Dziwne’
Zbliżyła ją powoli do twarzy. Odniosła dziwne wrażenie, że maska wsysa jej twarz, ale zarazem doskonale dopasowuje się do jej kształtu. Zamknęła oczy, jednak z pewnym niepokojem. Poczuła lekkie mrowienie.
Odetchnęła głęboko i otworzyła je. Maska ‘przykleiła się’ do jej twarzy. Spróbowała ją ściągnąć, drapała porcelanowy materiał kruchymi paznokciami z przerażenia. Nic to nie dało.
Zaczęła ciężko oddychać.
Wdech.
Wydech.
Poczuła ręce, które splotły się palcami na jej karku.
Ale nie tylko tam. Niewidzialne dłonie dotykały jej szyi, włosów, rąk, ust, nóg. Na początku było to zwykłe uczucie dotyku, jednak chwilę później na całym ciele czuła dłonie, które próbowały ją rozszarpać. Z przerażeniem próbowała je powstrzymać, krzyczała, płakała, jednak nie była pewna, czy łzy jej płyną spod przerażającej maski. Poczuła się naga i bezbronna. Dłonie zatkały jej usta i ścisnęły wargę. A po chwili nie czuła już nic. Zapadła ciemność.
***
- Raa! Jestem krukiem!
- Jezu Ethan, ogar.
- Ta jest ładna.
- O! Zobacz tą!
Do jej głowy napłynęła fala głosów. Wzięła kilka głębokich wdechów.
Wszystko ponownie ożyło. Kolorowe maski i sukienki wręcz oślepiały jej przyzwyczajone do ciemności oczy, ludzie rozmawiali a Samantha okładała Ethana pięściami.
Innymi słowy, wszystko wróciło do normy.
No, prawie wszystko.
Maska wziąć znajdowała się na jej twarzy.
Drgnęła nerwowo, jednak tym razem nie stawiała oporu i zdjęła ją pośpiesznie, a potem zrobiła coś, co mogłaby przysiąc że było wbrew jej zamiarom.
Schowała obie maski do kieszeni bluzy.
***
Alicja przyglądała się sukienkom.
Widziała, jak Samantha ukradkiem spoglądała na tą zieloną z koronkami. Oczywiście ona sama nigdy by się do tego nie przyznała.
Jamie stała trochę z boku i przymierzała maski, Ethan ubrał długi, biały dziób kruka, Cade oglądał garnitury.
Cade.
Jej serce zabiło szybciej.
I Hayley.
Jej nóż w kieszeni powoli się otwierał.
Oczywiście Hayley stała tuż obok niego.
Oczywiście.
- To stary tak jakby gabinet rodziców – mówiła Hayley, jeszcze zanim zaczęli wszystko oglądać – Straszni e mi ich przypomina – zaczęła wpatrywać się ze smutkiem w bliżej nieokreślony miejsce na ścianie.
Oh, biedactwo!
Alicja przewróciła oczami i zaczęła z Samanthą oglądać zawartość dużej szafy, choć bez dużego entuzjazmu.
Od kilku dni zastanawiała się, co dzieje się pomiędzy nią i Cade’m. W zasadzie odkąd zatrzymali się u Hayley, nagle zaczął ją dziwnie ignorować. Ich rozmowy ograniczały się do krótkiego ‘hej’ na korytarzu, okazjonalnie ze skinieniem głowy. Było to dla niej dziwnie zachowanie, biorąc pod uwagę to, co się niedawno stało.
Doskonale pamiętała. Uciekali w deszczu z imprezy, cały czas się śmiejąc. A potem ją pocałował.
I znowu.
I tak kilkanaście minut spędzili pod gołym niebem w deszczu, całując się.
To była rzecz, której nigdy nie zapomni. Której oboje nigdy nie zapomną. A przynajmniej tak myślała.
A potem Cade zaczął kręcić się obok tej plastikowej lali ze sztucznymi włosami (i ohydnymi odrostami). Nie rozmawiała z nim jeszcze, czekając aż on zrobi to pierwszy, ale oczywiście się nie doczekała.
Oczywiście.
- To jest całkiem niezłe – powiedziała Samantha, wskazując na jedną z masek. Była całkowicie czarna w mocne, złociste wzory, które kojarzyły się Alicji z egipskimi hieroglifami. Jednak nie prezentowało się to źle – wręcz przeciwnie. Suknia, na którą wcześniej patrzyła Samantha miała złociste falbanki przy spódnicy i idealnie pasowała do maski.
Uśmiechnęła się lekko. Samantha mogła zaprzeczać, jednak trochę się znała na tych rzeczach.
- Powinnaś przymierzyć ją z tamtą sukienką – powiedziała Alicja, wskazując tą zieloną.
Samantha skinęła głową i patrzyła kolejno to na maskę, to na sukienkę.
Alicja westchnęła.
Wiedziała, że niedługo znowu wrócą na plan, a wtedy będzie musiała porozmawiać z Cadem. Chyba, że będą tkwić w punkcie niezręczności, gdy będą odgrywać dramatyczne sceny.
Przejechała palcem po tarczy medalionu.
I znowu westchnęła.
***
Michelle siedziała w jadalni.
Była to jedna z największych komnat w całym zamku. Po otrzymaniu insygnium, zgodnie z tradycją musiała zjeść duży posiłek ze wszystkimi członkami Straży Królewskiej, którzy mieli teraz stać się jej nową rodziną.
Siedziała w pierwszym miejscu od drzwi, przez co czuła się dość niezręcznie, gdy wszystkie oczy i twarze zwróciły się w jej stronę.
Gdy służące wzniosły posiłki i napoje, nie mogła wyjść z podziwu. Stół pełen był przysmaków, o jakich nigdy nie śniła – kolorowe potrawy wręcz hipnotyzowały swoimi barwami i zapachem. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to ogromne kiści słynnego Barwnego Winogronu.
Barwny Winogron.
Oczy Michelle zaczęły się świecić, jej skóra drżeć, a palce nerwowo stukać o blat stołu.
Barwny winogron był jednym z najsłodszych słodyczy, jakie w życiu jadła. Soczyste owoce miały wyśmienity smak, a dzieci prawie nigdy ich nie połykały, tylko starały się wyssać z niego cały smak.
Przełknęła ślinę. Poczuła się, jakby znowu miała 5 lat.
Barwny Winogron, jak mówi jego nazwa, ma wiele barw, a każda z nich smakuje wyśmienicie na różne sposoby. Złoty miał smak płynnego złota, czyli czegoś w rodzaju mieszanki krówek i karmelu, fioletowy smakował jak miętowy, mrożony lód śmietankowy, czerwony był jak najsłodsze jabłko, jakie jadła Michelle. A jednak mimo tych cukierkowych smaków były one strasznie soczyste.
Spojrzała na winogron na stole. Nigdy nie podejrzewała, że istnieje aż tyle kolorów.
Jednak to nie wszystko, co znajdowała się na ogromny stole. Jedna ze służących położyła przed wszystkimi pucharki, a druga napełniła je czerwonym winem. Michelle spojrzała na służące i zaczerwieniła się. Wszystkie były kompletnie nagie. To było nie do pomyślenia w świecie, w którym żyła i dorastała, jednak zdała sobie sprawę, że tu panowały inne zasady i warunki.
Na stole wciąż pojawiały się nowe potrawy. Wniesiono jeszcze parę pokrojonych na kosteczki owoców i ryb, ciasta oraz zupy. Jednak jedyne, na co zwracała uwagę Michelle to barwny winogron. Wołał ją z środka drewnianego stołu.
Poczuła na sobie czyjś wzrok. Przełknęła wzrok. Wpatrywał się w nią starszy mężczyzna. Miał srebrzyste, krzaczaste brwi, a na jego długich do ramion włosach gdzieniegdzie dało się zauważyć znaki siwizny. Ale jego oczy… Jego oczy były jasnoszare i kojarzyły się Michelle z gęstą mgłą, której nie mogła przejrzeć – i tak było. Szare oczy wpatrywały się w nią bacznie, jednak nie mogła dostrzec w nich żadnych emocji.
Mężczyzna miał na sobie fioletowy garnitur, a jego barki i ramiona były tak duże, że kompletnie nie pasowały do reszty ciała.
Camden.
Zadrżała. Wielki przywódca Straży.
- Michelle, tak? – spytał dziwnie wysokim głosem, jednak odchrząknął, wytarł usta w jedwabną chusteczkę i zaczął jeszcze raz – Bardzo miło mi cię poznać, Michelle Starglow – powiedział, lekko wykrzywiając usta w grymasie uśmiechu.
A przynajmniej Michelle miała nadzieję, że to był uśmiech.
- Michelle Glowstar Złotowłosa, z doliny w Riverwind. Córka Edwarda Złotoustego. Mi również miło poznać, wielki Camdenie.
Spojrzał na nią otępiale, ale po chwili na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia.
- Oh… Edward. Edward był poczciwym człowiekiem. Przykro mi.
‘Mamo! Mamo! Kiedy wróci tatuś?’
- No, a co tam w Riverwind? Parszywa okolica. Twój ojciec zawsze żartował, że prawie mu dupę stamtąd wywiało – Camden zaczął się śmiać i klepać po brzuchu. Reszta również zachichotała.
Michelle jednak wpatrywała się bezmętnie w pokrytą freskami ścianę.
‘Mamo! Mamo!
Kłamiesz… Kłamiesz! Mamo, mów prawdę! Mamo… mamo…’
- Rozwesel się trochę, Michelle – usłyszała jak przez mgłę głos Camdena – Teraz jesteś w Straży. Zupełnie jak…
‘mój ojciec’, dokończyła w myślach.
- Oh, daj spokój, staruszku. Potrzeba jej trochę rozrywki – powiedział kilka lat starszy od niej młodzieniec. Miał krótkie, miedziane włosy i złoty błysk w zielonych oczach.
Raphael.
Jeden z najmłodszych strażników.
Spojrzała na niego nieśmiało. Nie miał na sobie żadnej szaty. Jedyne, co zdobiło jego ciało od pasa w górę to pierścień na palcu lewej ręki.
Uśmiechnął się łobuzersko. Pierścień zaczął migotać błękitnym blaskiem.
Michelle otworzyła szeroko oczy.
Wszystkie owoce i dania ze stołu poderwały się w górę i zaczęły lewitować w powietrzu.
Michelle zaparło dech w piersiach.
Raphael tylko się uśmiechnął i sprawiał rażenie, jakby robił to od niechcenia. Michelle jednak wiedziała, że tak nie jest – jego mięśnie były bardzo napięte, a dłonie sprawiały wrażenie, jakby siłowały się z niewidzialnym przeciwnikiem. Mimo tego, wychodziło mu to świetnie. Owoce łączyły się razem, napoje wylewały się w powietrzu i powracały do pucharków. Zwróciła uwagę, jak z kilku kiści Barwnych winogron wyrwały się pojedyncze owoce i zgromadziły w małej misce. Pierścień błysnął jeszcze mocniej i miska ‘popłynęła’ w stronę dziewczyny.
Michelle nawet nie mrugnęła.
Słyszała o słynnych Przedmiotach – jak każdy – jednak nigdy nie widziała ich w akcji. Jej ojciec też kiedyś miał pierścień – ten sam co teraz Raphael. To właśnie po jego śmierci do Strażników dołączył miedziany chłopak.
Jej serce zabiło z podekscytowania.
Po chwili wszystko powróciło na swoje miejsce. Raphael uśmiechnął się promiennie.
- Doprawdy, Raphaelu, te przechwałki kiedyś doprowadzą Cię do zguby – westchnęła kobieta siedząca po jej prawej stronie.
Michelle delikatnie skosztowała jednego z barwnych winogron. Poczuła ich wyśmienity smak w ustach.
- Bardzo dziękuję, Raphaelu… Raph.. ael… - wydukała i nagle powieki zaczęły jej ciężyć, a serce stało się lekkie.
‘Co…’
Złapała się mocno za głowę i zaczęła szarpać złociste włosy.
‘Nie… nie…’
‘Dam Ra…’
Zemdlała.
- Muszę przyznać, jest dość wytrzymała – powiedział Camden w stronę Raphaela. A później Raphael odezwał się tonem, który ani trochę nie przypominał beztroskiego chłopca, jakim był kilka minut temu.
- Zabrać ją.
Podziękowania dla autora posta:
Xiao, Nillay
Nillay

Płeć:
Dołączył:
Punkty: 20223$
Podziękowania: 5785
Posty: 3556
ocenił na: 0
Szedł tuż za Hayley i wpatrywał się w schody, po których stąpał. A przynajmniej próbował, jednak jego wzrok co chwile sięgał wyżej.

ZOBCZENIEC, NA TYŁEK SIĘ GAPIŁ.

To była rzecz, której nigdy nie zapomni.

Napisał gimbus. :/

Jedyne, co zdobiło jego ciało od pasa w górę to pierścień na palcu lewej ręki.

Czekam na ekranizację.

Ostatnie linijki mnie totalnie zdziwiły, pozytywnie, oczywiście. ^^
Ogólnie od pierwszego rodziału bardzo poprawiłeś się w pisaniu. :D
Są literówki i błędy ortograficzne, ale podejrzewam, że po napisaniu tego nie sprawdza... *A...A...A...APSIK!* ...nie sprawdzałeś. Dziękuję. Stylistycznie jest bardzo dobrze.
No i nie mogłeś oczywiście pominąć rozbudowanych opisów jedzenia, c'nie? :]
Czekam na 2. część xD

Tak BTW, Duplo: 1. sezon 'Gry o tron' mi się niedawno ściągnął, szybko poszło. xd
_____
www.facebook.com/MojaDubWalka
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING DUBBING
DUBBING DUBBING DUBBING DUBBI
Sygnatura•••
Podziękowania dla autora posta:
Duplo65